Posted by: marszoblog | lipiec 8, 2008

Porażka komunikatu

Słowa są nośnikami informacji, to oczywistość, ale nośnikami ułomnymi, często wtórnymi i zubażającymi doświadczenie, które przeżywane znaczy więcej dla jednostki niż to zamknięte w słowach. Rzadko używamy słów dla samych siebie, służą one za przekaz dla innych osób, są zatem w pozoru narzędziem, które możemy jako użytkownicy języka, modelować na dowolne sposoby. Ale czy jest tak naprawdę?
Żadne doświadczenie nie jest pozbawione wpływów słów, ponieważ możemy powiedzieć, że człowiek myśli słowami. Pojawia się problem pewnych sytuacji, kiedy to mówimy coś innego, niż mieliśmy to na myśli? Kiedy opisujemy relację z podróży, a ona nie oddaje prawdy przeżycia, jakie nam towarzyszyło.

Istnieje kolejny problem, słowa noszą bagaż nacechowania, rzadko są klarownie zrozumiałe i jednoznaczne. Wiąże się to z wyobraźnią użytkowników języka, dla jednaj osoby komunikat jest dobitnym stwierdzeniem, dla innej już obrazą i ingerencją w wolność. Dlatego pisanie relacji może być dla mnie próbą wyrzucenia wrażeń, zaś dla czytelnika efektem próżności autora. Wypowiadane słowa wywołują stany emocjonalne, dostosowane do danej osoby, prawdopodobieństwo pokrycia się oczekiwań na linii autor-czytelnik jest bardzo znikome. Zdanie: „Jadę na WSS” ma ograniczoną paletę odczytań, ale już zdanie: „Jadę pewny swego na WSS” to już dawka informacji pozatekstowych, które mogą być różnie odczytane, dla przykładu – czytelnik myśli, że używając frazy „pewny swego” mam na myśli dobre przygotowanie i nadzieję na miejsce w czubie, a autor mógł użyć frazy w sensie, jestem „pewny swego”, czyli wiem, że przygotowanie było średnie i wobec tego jadę tylko, żeby podszkolić nawigację, bez szans na wielkie ściganie. Kiedy jedna wypowiedź kreuje ze mnie mocnego zawodnika, druga poświadcza słabe zaangażowanie w dziedzinie, różne odczytania słów świadczą, że język jest w swojej naturze ułomny.

Porażka komunikatu jest spowodowana różnicą między znakiem, a jego desygnatem, odpowiednikiem słownym. Nie zawsze mówiąc o zjawisku, mamy na myśli to samo zdarzenie, co więcej, żeby mówić o jakimkolwiek zdarzeniu – to my musimy je przeżyć, nie może być ono wypożyczone, fikcjonalne (trwa dyskusja w humanistyce, czy osoby, które nie przeżyły holocaustu mogą go opisywać, rozszerzając temat, czy mogą pisać o podróżach osoby, które w rzeczywistości nie były w opisywanych miejscach? Wydaje mnie się, że tak, że jest to możliwe, kiedy włada się tworzywem języka, ale pojawia się przy tym problem lojalności, zatraca się zaufanie do słowa.).

Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy szczegółowy opis, ewentualnie nasycony poetyzmami i złożoną składnią, jest szansą by doświadczenie było pełne i zbliżone do faktu, który miał miejsce, im więcej się urozmaici opis, tym jest on bardziej wiarygodny. Każde uogólnienie powoduje, że obraz traci swoją konkretność, na pewno będzie bardziej jednoznaczny, ale też ograniczy możliwości interpretacji. Można budować świat ze zbioru uogólnień, gdzie wszystko jest wprost i klarowne do bólu, ale wtedy też nie mówimy prawdą doświadczenia, a raczej żonglujemy gotowymi formami, które wiedzą jaki noszą komunikat, powoduje to sztuczność rozmowy i szablonowość myślenia. Wówczas jesteśmy ograniczani przez formy, one myślą za nas. Rozszerzając zagadnienie, wtedy mielibyśmy same naturalistyczne obrazy, możliwości przedstawienia abstrakcyjnego, surrealistycznego (itd.) się kurczą.

Ilość słów to także materiał do myślenia, jeżeli napotyka się na problemy w tekście - to albo z ciekawości chcemy wgłębić się w zawartą ideę, albo się zniechęcamy i nie dajemy szansy, aby tekst się bronił. Nie sugeruję, że co długie to dobre, ale długie może mieć sporo do zaoferowania, a słowo długie rozumiem jako obszerne, ale także jako szczegółowe i nasycone skojarzeniami.

Kolejnym zagadnieniem jest zasób słów, to on kreuje wypowiedź, jeżeli użycie bazuje na ograniczonych możliwościach – to opis siłą rzeczy nie zbliży się do doświadczenia, będzie traktował o temacie, ale tylko po łebkach. Pisząc relację prosta – ograniczam nie tylko sam tekst, ale również swoje przeżycia, samego siebie. Podporządkowując się komuś, odgórnie narzuconej lekturze, także rezygnuję z siebie. Myślę, że styl mówi o człowieku, ale nie powinien on być modelowany do sytuacji, to sprawia, że stajemy się bardziej przewidywalni, zależni od opinii. Tekst powinien pisać się sam.

Trochę moje pisanie wskazuje na to, że jestem przeciwny prostemu i komunikatywnemu (z pozoru) pisaniu, nie jest to moją intencją. Chcę wskazać możliwości pisania kreatywnego, które opiera się na samodzielnym myśleniu i pomyśle. Język nie powinien odwzorowywać doświadczenia, powinien w sposób twórczy je budować i urozmaicać. To, że nie podlegamy reakcjom warunkowym, różni nas od zwierząt, powinniśmy korzystać z procesów myślowych, jest to szansa, z której zbyt rzadko czerpiemy.

Chciałbym wierzyć, że nie istnieje odgórny narrator, który nam mówi jak mamy pisać i myśleć, a co za tym idzie zbliża nas do prawdy. W dziejach ludzkości już takie czasy były. Chciałbym wierzyć też, że człowiek posiada wachlarz cech indywidualnych, a tworzywo jakim jest język może dany charakter odsłonić. To nie styl ma nami kierować, to my powinniśmy go kreować.

Kuerti, ja też bym powiedział, że prawda opisu to proces, ale proces nieograniczony, czysty w intencjach i wyborze środków, proces płynny i zgodny z tym co podpowiada oko, proces oddania siebie poprzez słowo.

Nadal myślę, że temat nie jest zamknięty. Można sporo tutaj dodać i polemizować.

Posted by: marszoblog | lipiec 7, 2008

Zażynek w Rudnicy - park linowy

Cztery trasy, przy różnych poziomach trudności.

Umiejętność balansowania z precyzją i lekkością linoskoczka.

Długofalowe zachowanie czujności.

Długie i szybkie zjazdy tyrolskie.

Bezpieczeństwo zakąszone strachem.

Jako amator turystyki aktywnej bardzo polecam. Wiem, że rzecz wymaga rozsądku i szacunku w trakcie, wiem także, że jest to doskonałe urozmaicenie zwykłych treningów. Nie wiem jak przeszedłem całość - skoro zmagałem się w dzieciństwie z lękami przestrzeni i wysokości. Do moich przeszkód-faworytów zaliczyłbym tarzana, opony i skośne kłody, zaś do moich przeszkód-problemów zaliczyłbym siatkę, drabinę i tyrolkę. Pewnie tam wrócę, ale jadnak dobrze czuć grunt pod stopami.

RUDNICA PARK

Posted by: marszoblog | lipiec 3, 2008

Efekt spaceru

Napotkane dzisiaj, sprowokowane chwilą, zachowane na dłużej. Spacer + aparat =

Posted by: marszoblog | lipiec 2, 2008

Pisz do PK4

Stali czytelnicy wiedzą czym jest PK4 (dla reszty - jest to rzetelne źródło dawki rajdowej tematyki w wirtualnym świecie). Otóż mamy konkurs, polega na napisaniu relacji z podróży, ekspedycji, wyjazdu, słowem - z wakacji i wspomnień dotyczących tego, co się na trasie spotkało. Dla zwycięscy nagroda, dla uczestników próba pisania. Zachęcam, zapoznajcie się z zasadami i chwalcie się pomysłami, mam kilka osób na myśli, wiecie o kogo chodzi, próbujcie. Prace nadsyłajcie na maila podanego na PK4.

Posted by: marszoblog | lipiec 1, 2008

Czerwcowa systematyczność

“Nie obawiaj się doskonałości. Nigdy jej nie osiągniesz” - S. Dali

…mimo tego trzeba się starać o formę, o ciągłość postanowień i wypełnianie planu. Czerwiec był miesiącem udanym. Nie przydarzyła się żadna kontuzja, czas poświęcony nauce odwdzięczył się pchniętą sesją, pozytywnie. Dystans przebiegnięty w czerwcu jest podobny jak w maju, tym razem utrzymałem systematyczność, co w tym roku jest wyjątkiem, bo dystanse w poszczególnych miesiącach były bardzo nierówne i urazogenne. Ze 106,79 przebiegniętych kilometrów - 3 to interwały, 40 to drugi zakres, a reszta to wolniejsze biegi, nie przygotuje mnie to do półmaratonu w Pile, ale plan się wypełniał powoli. Do tego dorzucam 109 km rowerowania, czyli trzy wyjazdy, to nie zmienia faktu, że rower cięgnie rzepę w familiadzie i mam z nim na pieńku, ale urozmaicenie było i MTB nie leżał w piwnicy jak wcześniej. Cenną zdobyczą czerwca był spływ Rurzycą, który zrelacjonowałem, miał przypomnieć jak się pompuje na wodzie, jak dzierży się wiosło i stosuje techniki unikania problemów na rzece, miał być wstępem do większej przygody -> Piławy. Nie było jednak kompletnie - ubogo w rywalizację, poprawiałem czasy treningowych ścieżek (na 3km i 5km), ale bez elementów ścigania i walki z drugim zawodnikiem, szkoda, bo WSS już za 17 dni, a ja nie mam podrażnionej ambicji, nic mnie nie mobilizuje do pracy nad wynikiem. Podsumowując: “każdy ma swój los, a żaden los nie jest lekki” - H. Hesse, jednak zdarzają się miesiące po prostu fajne, a ten do nich mogę zaliczyć.

Posted by: marszoblog | czerwiec 28, 2008

Trzy style - jeden komunikat

Styl mówi o człowieku, aż boję się pomyśleć, co może - o mnie - mówić mój. (Wiem, że pewien pisarz napisał książkę, taki eksperyment, cały czas jedno zdanie, ale za każdym razem inaczej. Był to nie mały problem dla tłumaczy.) Postanowiłem krótki trening posmakować na różne sposoby, takie ćwiczenie w wyrażaniu. Pewnie prawda chwili, jeśli można taką uchwycić, będzie gdzieś w środku, między słowami.

1. Niebo jest dzisiaj zabrudzone, ciężko podtrzymuje dreszcz kropel. Wstążka ścieżki wije się w plasie przydeptań. Jest chłodno i łagodnie ciemnieje, gdzieś komar szuka przystani, ktoś nuci smutne melodie. Rytm jest porwany, oddech nie chce się dać upilnować, wyrywa się ze strachu przed elektrycznymi ogrodami nad sobą. Podmuch zawiewa pod stopą, unika błysków, chowa się pod podeszwą, by być w końcu zakleszczonym.

2. Jeszcze się nie zdążyłem wprowadzić w tempo, a już widzę, że idzie deszcz, myślę sobie: “Dorwie mnie zanim zrobię pętlę”, ale nie, tylko chmury straszyły, poza tym jakiś wiatr się zerwał i przyspieszyłem, wtedy miałem problem z oddechem jakiś, raz zwalniałem, raz przycisnąłem, żeby uniknąć tego deszczu.Dziwny to był trening.

3. Nie wiem czy pulsometr nie przyciąga piorunów, tyle się mówi o wyłączaniu komórek, a to też sprzęt - Nie wiem czy ufać wskaźnikom, przecież muszę się pospieszyć, bo mnie zmoczy - Koszula ma dobrą oddychalność, ale pewnie też dobrze przemaka, mogłem założyć kurtkę - Dobra biegnę dalej. Dlaczego te komary tak latają, powinno się je wytępić - Ha! jeszcze trochę i uda mi się uniknąć tej kąpieli, to dobrze, bo nie lubię takich rozrywek…

Teraz pytanie, który to ja? Odpowiem sam, żaden, z żadnym nie mógłbym się identyfikować. Choć są elementy w każdej wypowiedzi, które niosą sporo prawdy, to jednak jako całość ponoszą porażkę. Pismo  jest ułomne, zatem trzeba na każdy post brać poprawkę. Chcąc nie chcąc zmieniają mnie, zmieniają zaobserwowane, wynikają z żywiołu podświadomości. Pytanie, po co pisać? Może, żeby połechtać próżność, ćwiczyć pisanie, utrwalić chociaż część z życia, nie zapominać, nawiązać dialog - mnie to wystarczy.

Posted by: marszoblog | czerwiec 28, 2008

Udaj się w podróż - szkic z Krynickim w tle

Parafrazując słowa Ryszarda Krynickiego z wiersza “Nie szkodzi”, myślę, że różni ludzie cytują Krynickiego. Krynickiemu to już nie zaszkodzi.

Podróże są terapią zamkniętą w trójkącie natura-wysiłek-historia. Są świadomym działaniem, nie wywołują przymusu, ewentualnie zachęcają paletą cech i specyfiki. Od podróży blisko do jej tchórzliwej odmiany - ucieczki. Bo jest ona próbą pamięci, balansowaniem na granicy obecności. Film marszu oczyszcza z problemów, usypia emocje i pozwala skupić się na ciągłości, powtarzalności obrazów, kroków, czy kilometrów. Udaj się w podróż - śmiertelną - w której zmartwychwstajesz - powie poeta, wtedy wystawiamy tożsamość na otwarty ring wpływów, a to kulturowych, a to estetycznych. To szansa by stać się lepszym człowiekiem, więcej!, żeby stać się kimś zupełnie innym, ukształtowanym przez “nowe”, poprawionym w trakcie ciągu drogi. To podróż, która cię utrwali, testując określi, określając stworzy, tworząc zachowa w  obrazie przyszłości. Minione cementuje charakter, wylewa fundamenty pod wartości. Ale podróż jest jak czytanie obcojęzycznej książki, podmiot wytrącony z miejsca zakorzenienia, może się mylić i źle czytać otoczenie, może mu brakować słownika rzeczy, obyczajów, zachowań, może tłumacząc po swojemu narazić się na spotkanie twarzą w twarz z “obcym”, który dokona ostatecznej identyfikacji przybyłego. Droga nigdy nie jest znana, wir historii zmienia jej uwarunkowania i przeznaczenie, dlatego jest jak z wysokiego mostu spadanie, kiedy otoczona jest paletą zdań nie do opisania. Słowo jest narzędziem, ułomnym i często błędnym, znak widzianego, a znak powtórzonego w piśmie - to nie te same doświadczenia. Podróż jest zatem wyzwaniem, któremu nie sprosta język. Przemierza percepcja, doświadcza chwila, koduje wzrok, to próba psychologicznego testu, to szansa na poznanie (siebie), więc poeta bez zawahania napisał - żeby kogoś poznać, trzeba z nim wyjechać. Udać się w podróż, ale rozumną i czujną, iść, ale rozważnie i wykorzystując wiedzę, wtedy pojawia się szansa na lepszego siebie, na zmianę, na poprawę.

« Newer Posts - Starsze wpisy »

Kategorie