… już za chwilę wystartuje kolejna edycja Harpagana.
Brakuje mi tych zawodów, emocji im towarzyszących, najpierw dojazdu na północ, zwiedzanie pofałdowanych krajobrazów z okna w aucie, prób urwania kilku choćby minut na sen. Po czym szukania Bazy, zastanawianie się w którą stronę będzie kierunek pierwszego PK. Wejścia na salę, gdzie już wypatrywało się znajomych, gdzie połową sukcesu było miejsce pod śpiwór. Wyczekiwanie, a na godzinę przed startem intensywne przygotowanie, plecaka, odzieży, prowiantu, izotonika. Po czym nerwowa toaleta, a zaraz po niej wyjście na plac i wsłuchiwanie się w starostów, sołtysów i innych ważnych tego półświatka, którzy witając pytali: “…a jakie to zawody?”. Później to już tylko wielkie odliczanie – kilometrów, PK, zakrętów, wody w bukłaku, osób przed i za sobą – jedna wielka matematyka harpaganowa. Będzie mi tego w tym roku brakowało, a jest to już drugi odpuszczony Harpagan.
Będę za to trzymał kciuki za walczaków o podium, za debiutantów, bo wtedy Harp boli najdotliwiej, ale przede wszystkim za Agnieszkę i Pawła! Zróbcie wynik, niech mi w pięty pójdzie! ; )



Wyniku nie ma;) O czwartej rano na 4 pk zrezygnowaliśmy z dalszego marszu. Cała czwórka telepała się z zimna. Napój w rurkach od bukłaków zamarzł:/ Jedynie Aga połapała się w porę. Teraz już wiem, że trzeba napój wdmuchiwać po łykaniu:)
Do kitu był pomysł zabrania drugiej pary butów (tzn. był w połowie dobry – złe buty ubrałem na początku i mogłem je zmienić;)). Lepiej było zabrać rękawiczki i dodatkowy polar (szedłem ze skarpetkami na rękach:D).
Od września biegałem regularnie. To miała być pierwsza zdobyta setka i dupa. Powtórzyliśmy zaledwie wynik z Przodkowa:)
No cóż – już planujemy mój 8 start. Teraz to na pewno się uda;) Tym razem przygotowania zaczynamy od zaraz.
Co do samego rajdu Karolu, to na pewno nie pojadę znowu w okolice Redy/Wejherowa/Pucka. Mapy bardzo nieaktualne w związku z olbrzymią i gwałtownie postępującą urbanizacją obszaru. Np. łąka, która obecnie jest osiedlem – i to wielkości przynajmniej naszego Dolnego. Najgorsze jednak, to łażenie po miastach i uczęszczanych drogach (wielopasmowych).
Zresztą… Pewnie i tak pojadę;) By podtrzymać miłą tradycję.
Teraz mam nadzieję na Darżlub:)
Przez: Bjarniak w październik 21, 2009
o 9:59 am
Errata “wdmuchiwać z rurki do bukłaku” – wdmuchiwanie po łykaniu jest mało apetyczne.
Przez: Bjarniak w październik 21, 2009
o 10:00 am
Tym razem śledziliśmy Harpa w cieple domowego ogniska, a serce ściskał żal. Ściskaliśmy kciuki za Pawła i Agnieszkę (Bjarniaka i Okiennicę) i spółkę. Wielki szacun za podtrzymywanie tradycji. Następnego Harpa nie odpuścimy. Co ty na to Karolu?
Przez: wujek w październik 23, 2009
o 6:20 am
Wszystko zależy od roli w jakiej miałbym nie odpuścić, bo nawet jak wskrzeszę kolano, to na kwiecień nie będę się w stanie ścigać, a na Harpie nie można inaczej jeśli się chce kończyć;)
Także czemu nie, najwyżej będziecie mieli fotoreportera.
Przez: marszoblog w październik 26, 2009
o 4:09 pm
A mi tam na tym Harpie najbardziej brakowało ognisk na punktach:)
No i chodzenie po betonowych chodnikach nie jest fajne…
Pozdrawiam
Przez: okiennica w listopad 5, 2009
o 7:53 pm