Druga część referatu o autorze motta marszobloga.
***
4. Kuropatwa
Przykład Waldena jest dowodem na to, że łatwiej uczynić doświadczenie typowe wyrazicielem treści humanistycznych, niż specyficzne (choć dla mieszkańców Concord zachowanie Thoreau posiadało znamiona dziwaczności), i że realistyczna sceneria potraktowana bardzo rozlegle jest przestrzennym obrazem stosunków międzyludzkich (czyli stosunków między wyobrażeniami, a nie samymi istotami ludzkimi). Jednak to humanizm przemawia nadspodziewanie ciepłym tonem wzruszenia i współczucia dla człowieka uwikłanego w konflikt, który ukazuje jego osamotnienie z wyboru. Thoreau napisał esej Gospodarka za pomocą romantycznej ornamentyki słownej (nie obce są tutaj między innymi pojęcia tajemniczości, indywidualizmu i fascynacji natury), kłuci się to z tematami, jakie w tekście porusza, codziennej tułaczce sprzyja styl oszczędny, nawet monotonny. Marazmem jest prowadzenie gospodarstwa w cyklicznym ruchu pór roku, gdzie przyroda obumiera i odradza się wielokrotnie, zawsze z taką samą aktywnością i podobnym skutkiem, dlatego rolnik powinien być zaopatrzony w umowny zestaw cech: staranność, bezpośredni emocjonalny stosunek (do całości i poszczególnych jednostek przyrody), współ-odpowiedzialność za środowisko i trwałość jego zasobów, pozbycie się anonimowości (jak w przypadku Thoreau). Opieka o dobytek to jeden z najczcigodniejszych i najbardziej autentycznych zawodów wykonywanych przez człowieka. Wyniki takiej pracy w dużej mierze zależą od poziomu etycznego i umysłowego trudniących się nim ludzi,
Farma (…) zaspokajała zarówno potrzeby ludzkiej duszy, jak i dogadzała chęciom cieszenia się dniem dzisiejszym”[1].
Im jest on większy, tym szerszy zakres spraw pozwala dostrzegać, podobnie wychowuje swoje młode kuropatwa, pozwala hasać gromadce, widząc niebezpieczeństwo momentalnie informuje o tym swoje młode, które się chowają lub nieruchomieją, a matka niezrażona przewagą napastnika odwraca jego uwagę,
„będzie kołysać się i kręcić przed człowiekiem”[2],
tak rolnik widząc chwasty plewi swój ogród i przejmuje kontrolę nad zaistniałą sytuacją, czuje się współtwórcą procesów przyrody, współdziała nie tylko pracą swoich rąk, ale także wyobraźnią i uczuciem. Potrafi zachwycać się urokiem i intensywnością powstającego życia, rozwijających się pąków kwiatowych, trzepotania skrzydeł motyla, kiełkujących pędów warzyw i bogactwem barw związanych z przemiennością pór roku. Dostrzega wtedy kosmiczny wymiar egzystencji i pracy. Thoreau celowo ograniczył obszar swojego gospodarstwa, jest na tyle duży, że zapewnia mu dostatek żywności (czyli „prosumpcja”, produkowanie nie na sprzedaż, tylko na własny użytek)[3], nie angażuje jednak całego jego czasu, pozwala więc na swobodny rozwój nie konformistycznych zainteresowań takich jak: liczne lektury, kontemplacja, obserwowanie natury.
Takie praktyczne zarządzanie czasem sprzyja wewnętrznemu ładowi oraz harmonii miedzy opiniującym umysłem i trudną do przeniknięcia i wyłamującą się spod jego kontroli sferą popędów, której patronem jest egoizm pojęty jako funkcja instynktów biologicznych. Ponad to Thoreau zakłada wprawdzie korelację miedzy procesami biologicznymi i warunkami bytowymi, niemal zupełnie jednak pomija oddziaływanie społeczne, jest niechętny rywalizacji, co nazywa czynnością „głupią” i poddaje w wątpliwość słuszność postępowania osób upodabniających się do innych[4], świetnie zostało uchwycone dążenie do uszlachetnienia poprzez wygląd zewnętrzny. Ubiór pozwala nam zaanektować cały system nowych wyobrażeń i pojęć, posiąść umiejętność eleganckich manier, wejść do świata dotychczas nie udostępnianego dla nas, ale to tylko pozory,
„jakże bowiem nowe ubranie ma pasować na starego, nie przeobrażonego człowieka?”[5].
Człowiek uwikłany jest w „siatkę” wpływów, biorąc do siebie zasłyszane słowa czyni je własnymi, żyje jakby „z drugiej ręki”, a opinia społeczeństwa przeważa nad autorefleksją, wówczas czyjeś zdanie jest ważniejsze od własnej wygody. „Podmiot jednostkowy, zamiast rozkwitać w świecie uwolnionym od sankcji transcendentnych, czuje się zagrożony przez nowy rodzaj „wpływu”[6]. Nauka polegająca na porównywaniu siebie do kogoś innego nie pozwoli odkryć naszych prawdziwych predyspozycji, uczymy się tylko ograniczeń osoby porównywanej, bardziej robimy to co nam mówią, niż żyjemy. Thoreau obierając własny sposób na życie oddala się od obcych wpływów, w esejach nie pojawiają się wzmianki, żeby poeta korzystał z czyichś rad, jest jakby głęboko przekonany o słuszności podjętych kroków, zdaje się mówić, iż można się chwalić swoim życiem tylko wtedy, jeśli było one godnie przeżyte i poszczególne kroki wykonywane były samodzielnie bez ramienia przewodnika. W takim wypadku unika się posądzeń o hipokryzję, bowiem ryzykuje się znacznie więcej niż opinię o sobie.
[1] D.H. Thoreau, Gospodarka, [w:] op.cit., s. 74.
[2] D.H. Thoreau, Zwierzęta sąsiadami, [w:] op.cit., s. 240.
[3] Termin pochodzi z książki „Trzecia fala” Alvina Tofflera, jest połączeniem słów produkcja i konsumpcja.
[4] „(…) biedni (…) uważają bowiem, że muszą mieć taki dom, jakiego właścicielem jest ich sąsiad” s. 56, „(…) jeśli idzie o odzież, nabywając ją, chyba częściej kierujemy się umiłowaniem nowości i opinią innych aniżeli prawdziwą jej przydatnością”. D.H. Thoreau, Gospodarka, [w:] op.cit., s. 43.
[5] Ibidem, s. 45.
[6] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni. Rewizja romantyczna i filozofia, Kraków 2004, s. 107.



A będzie jakieś streszczenie?:P
Pozdrawiam:)
Przez: Bjarniak w czerwiec 22, 2009
o 1:06 pm
Domagam się aktualizacji!:P
Przez: Bjarniak w lipiec 3, 2009
o 6:22 pm