
Szukałem plecaka, który będzie mi towarzyszył podczas wycieczek biegowych. Testowałem całą masę pasów biegowych, na dwa bidony, na jeden bidon, bez bidonów, sakiewki i… nic mnie nie usatysfakcjonowało. Przeważnie niewygodny pas uciska okolice nerek, a to nigdy nie jest przyjemne, tym bardziej, że wcześniej miałem z nimi problem. Inną kwestią jest nieodłączne wrażenie telepania, choć profil pasów jest różny, to nie potrafiłem żadnego do siebie dopasować. A bieganie z mikro buteleczkami na łyczek mnie nie bawi. Aż tu…
Quechua to jedna z nielicznych marek na polskim rynku sportowym, która wypuściła serię dla sympatyków rajdów przygodowych, od obuwia, przez odzież, po plecaki. Do tej pory na swoje rajdy zabierałem Salewę z serii Kiddys, jednak traktowanie pasa biodrowego jak piersiowego, a piersiowego jako podbrodowego, mnie na dłuższą metę nie urządzało, poza tym efekt telepania i tak był obecny. Aż tu…
Dostałem okazję pobiegania w plecaku Quechua Diosaz 10 raid (89,95zł), a raczej za nią zapłaciłem – i tak się skończyły moje problemy z targaniem kilogramów podczas wysiłku. Dziesięć litrów to pojemność optymalna od wycieczek biegowych po setki piesze (na dwie pętle), a w dodatku od czasu do czasu na rower. Dużej konkurencji na rynku ten plecak nie ma, można zaliczyć klasycznego Deutera Speed Lite 10 (149zł), Raidlight Endurance (209zł), The North Face Gulper (249zł) i Camelbaka Octane 8+ (359zł), celowo opuszczam Salomona, bo dostać dobry plecak tej firmy to fart na Allegro wyłącznie. Od razu widać, że produkt Quechua jest najtańszy, a w parze tym razem idzie jakość.

Budowa
Diosaz to z pewnością rzecz atrakcyjna wyglądem, projektanci postarali się, żeby poza funkcjonalnością, użytkownik czuł, że obcuje z wyjątkowym produktem. Zaczynając kłamstwem, że ładnym łatwiej, chciałbym się przyjrzeć konstrukcji.
Recenzowany plecak ma pojemność 10 litrów, co znaczy, że laboratorium umieściło wewnątrz tyle piłeczek tenisowych, aby ich łączna objętość w tubie wyniosła właśnie 10 litrów. Starczy to w zupełności na 2 litry płynów (tyle wynosi dołączany do plecaka bukłak), a także drobiazgi jak zapasowe skarpety, prowiant, niezbędne akcesoria i w drogę. Mamy dwie kieszenie, jedna klasycznie zapinana zamkiem, a druga w poprzek długości plecaka, a dodatkowo w tej pierwszej komora na bukłak jest oddzielona od głównej ścianką materiałową. Poprzeczny zamek ułatwia wyciąganie przechowywanych rzeczy podczas wysiłki, wystarczy zwolnić jedno ramię. Zamki to niestety nie YKK, w komorze głównej wszyto także zamek do góry zazębieniem, co nie jest najlepszym pomysłem. Z drugiej strony jeżeli miałby to być kruchy i poszarpany zamek ze Speed Lite’a, to już rozwiązanie Quechua wydaje się bardziej rozsądne.
Bardzo przydatnym patentem są wszyte gumki, do których możemy przytroczyć kije, system działa bez zarzutu, jak na tak mały plecak kije trzymają się stabilnie i nie przeszkadzają podczas podbiegania.
Dużym plusem są kieszonki boczne. W tym plecaku pasek biodrowy nie jest połączony z ramieniem plecaka, dzięki temu te dwa elementy mogą pracować po swojemu i sobie nie przeszkadzają. Przeważnie zawsze brakuje podręcznych schowków, a to na kartę startową, a to na mapę, a to na porcję jedzenia, a to na… Kieszenie spełniają także dodatkową funkcję, ułatwiają utrzymać plecak w stabilnej pozycji podczas biegu, utulają okolice nerkowe i po spięciu paskiem biodrowym trzymają Diosaza na swoim miejscu w bezruchu.
Paski ramion są zbudowane z siatki tworzyw sztucznych, która pozwala ramionom oddychać, wcześniej patent widziałem jeszcze w Deuter S-Lite. Wszyte są także gumki pomagające utrzymać ustnik bukłaka blisko ust.
Materiał nie jest wodoodporny, przy silniejszym deszczu puści wodę do środka, producent wiedząc o tym problemie poskąpił nawet chowanego pokrowca przeciwdeszczowego. Utrudnia to użytkowanie, Diosaz posiada fabryczne woskowanie, spryskiwanie impregnatem powinno jeszcze pomóc, ale nie jest to plecak na trudne warunki, choć gabarytowo zawsze można go schować pod membranową kurtkę i już sprawa rozwiązana. Klamry działają bez zarzutu, sprawiają wrażenie solidnych.
Wentylacja na plecach to cztery miejsca miękkiej gąbki pokrytej materiałem siatkowym, ułatwia to oddychalność pleców. Pomiędzy punktami z gąbką w plecaku tworzy się wolna przestrzeń, jednak aby system zadziałał plecak nie może być syto wypełniony, ponieważ nie ma utwardzenia systemu wentylacyjnego.
Jeżeli chodzi o system nośny, to oddając prawdę muszę przyznać, że osoby o wzroście około „185cm +” będą miały problem z poprawną regulacją pasków, siłą rzeczy ta malizna uczyni z pasków biodrowych piersiowymi, a z piersiowych brodowe. Jeśli jednak użytkownik mieści się w grupie „180cm-‘ to cały system działa kapitalnie, plecaka podczas biegu prawie nie czuć, nic się nie telepie, nic się nie obciera, nic nie wystaje, nic nie drażni. W dodatku po odpowiednim wyregulowaniu paski nie uciskają, a dla moich doświadczonych nerek jest to dobra wiadomość. Na pasku piersiowym wszyty został gwizdek alarmowy, przydatny gadżet.
Moje wrażenia są bardzo dobre, w plecaku (nawet po obciążeniu) można biegać, jak wspominałem w dobrym komforcie. Być może mało pakowny jak na swój litraż, ale to kwestia wygody była dla producenta priorytetowa.
Zestawienie wagowe: Quechua 550g, Raidlight 550g, Deuter 300g, The North Face 490g, Camelbak 870g.
Zatem czy warto przepłacać?

Zalety:
- boczne kieszonki,
- jakość wykończenia,
- komfort użytkowania,
- sprzedawany z bukłakiem 2l,
- gwarancja,
- gwizdek alarmowy,
- waga;
- stabilność,
- cena (jak za plecak specjalistyczny),
- nadaje się do biegania,
Wady:
- słaba wodoodporność,
- do wzrostu 185cm.



Myślałem o tym plecaku bo widziałem go w Decathlonie za niewielką cenę a potem na kimś na Nocnej Masakrze i wydawał się bardzo lekki. Mam jednak 189 cm więc chyba nie będzie pasował. Póki co biegam w rowerowym plecaku Zefal Atlas. 10 litrów, wewnątrz 2 litrowy bukłak. Kupiłem go na szybko bo był wyjątkowo tani. Oprócz tego, że ma obrzydliwy kolor (srebrno – brązowy) to sprawuje się całkiem dobrze. No i w przeciwieństwie do Ciebie mam dobre doświadczenia z pasem na bidon.
p.s. Od kilku dni testuję przednią torbę do plecaka Raidlight. Może za jakiś czas coś o tym napiszę.
Przez: Paweł w luty 8, 2009
o 10:47 am
A jak się powinno czytać tą “kaczuchę”?:)
Przez: okiennica w luty 9, 2009
o 9:13 pm
:) wersji jest sporo, ale jak to już bywa, jedna jest poprawna, a wtedy czyta się tak: “keszuła”
najlepsza wersja jaką słyszałem w pracy to “ciuciua”;)
Przez: marszoblog w luty 9, 2009
o 10:28 pm
Ja myślałem, że “kłeczuła”;)
Przez: Zenon Bąbalina w luty 9, 2009
o 11:23 pm
A ja mom takom od czerwca 2008 pomarańczową, na krótkie rajdy najlepszejsza.
Przez: jasiekpol w luty 11, 2009
o 9:38 am
a ja mam matę samopompującą tej firmy (zawsze ją czytałam kłechła – dla jaj ;) ) – i też sobie chwalę.
Wiesz, co jest niesamowite? Że napisałeś tę recenzję tak, że prawie z zapartym tchem przeczytałam ją w całości! Kto by pomyślał, że zainteresuje mnie wpis o plecaku – pomimo, że wcale plecaka nie potrzebuję… :)
Przez: jodynka w luty 12, 2009
o 9:26 pm
jasiekpol,
Skoro taki spec i gorący wygrany Rajdu 360 poleca ten plecak, to już rekomendacja wystarczająca.
Gratuluję wyniku z Bytowa i witam na marszoblogu!
jodynka,
dziękuję Olu:) a mnie się wydawało, że recenzja jest zbyt “sucha” i schematyczna, tym bardziej mnie cieszą Twoje słowa!
A co do firmy, to faktycznie mają ciekawą ofertę, nie mają się czego wstydzić przy innych markach.
Przez: marszoblog w luty 12, 2009
o 9:36 pm
napisałeś, że “Dziesięć litrów to pojemność optymalna od wycieczek biegowych po setki piesze (na dwie pętle)”… używałeś go na setkach bez przepaku? zastanawiam się, czy 10l właśnie na bezprzepakowe rajdy wystarczy, czy lepiej wziąć 17l… co myślisz?
Przez: tomuch w maj 7, 2009
o 11:04 pm
tomuch,
Nie używałem, ale przyznam szczerze, że bym się nie odważył. To musiałaby być naprawdę szybka setka. Teraz jadę na liniową i kupiłem 17l, bo dziesiątce bym nie zaufał jednak.
To też zależy co zwykle bierzesz na rajd, jeśli dużo zjadasz i sporo pijesz w trakcie, to dyszka będzie miała za mały litraż bankowo, jeśli chcesz iść na minimum potrzeb, to może uda Ci się spakować.
Szczerze to ja bym wziął jednak 17l na pełne 100km.
Przez: marszoblog w maj 8, 2009
o 10:19 am
Używam sprzętu tej firmy i potwierdzam – jest OK.
Przez: Krzysztof Świerczyński w listopad 11, 2009
o 11:20 pm