Kiedy jakiś już czas temu mój przyjaciel podesłał mi linka do strony turysty krajoznaczego, pana Tomasza Plucińskiego, moją pierwszą myślą było pytanie (skierowane do siebie) – co ja w ogóle wiem o podróżowaniu?
Otóż pan Tomasz sprawdził moją moczopędność i zmusił mnie do napisania kilku słów o jego manifeście dobrej podróży. Po kolei, ze zręcznością ostatniego sprawiedliwego (co w wielu kwestiach się kapitalnie sprawdza), rozlicza się z hipokryzją wyzwań i wyjazdów, wyborów i pomysłów na przygodę. Pierwszym warunkiem jest nastawienie minimalistyczne, ale tutaj pojawia się pierwsze pytanie, na czym ono właściwie polega? na oszczędności i cięciu kosztów? czy może na jak nalżejszym bagażu? Pan Tomasz nie stoi po żadnej stronie, wybiera rozsądek i jest jakby w rozkroku, z jednej strony ceni gadżety (promuje GPS), z drugiej wybiera survival (spanie i oryginalny palnik). Całkiem sprytnie wymyka się od jednoznacznych określeń, proponuje znajomym ten typ wojaży, ale też ceni spokój i lubi podróżować tylko z psem, raz czuje misję przekazania swoich pomysłów, innym razem woli je zachowac dla siebie. Wszystkie opisy tras są przyrządzone dawką ironii, sarka na młodzież, na praktyki amatorów, ale nie własne słabości, ciosy odbiera organizator spływów, bo popędza innych, konstruktor wagonów, bo pancerne, żałośni śpiewacy ogniskowi, bo znają tylko refreny – ale wynika to poniekąd w braku dystansu (ale się naraziłem), już tłumaczę dlaczego. Złośliwości rzucane w przestrzeń mają na celu uczynienie tego miejsca bardziej swoim, czyli wszystko co narusza nasze wyobrażenie jest zabarwione negatywnie i ubite. To wyjazd nie dla poznania, ale dla własnej oceny, zaraz można odbić piłeczkę, że jak ktoś nie daje spać, to po juhc poznawać, lepiej zutylizować. Idąc tym tropem, jedziemy nie w teren, gdzie przykładowo może padać deszcz całą noc, ale we własnę wyobraźnię, po czym widzimy ten deszcz i gula na skacze. Kontynujac, pan Tomasz chce, żeby łamać zakazy fotografowania, bo tak trzeba, ale nie widzi zagrożenia jak taka anarchia postępowania może się rozwinąć, na przykład biorąc dobry przykład i raz łamiąc zakaz, później pójdę na camping i będę wył na sto gwizdków, bo co tam zakaz ciszy nocnej, ten też trzeba obalić. Wracając, brakuje w manifeście pójscia za ciosem, jeżeli czegoś oczekujemy, to sami spełniajmy oczekiwania. Poza tym domyślam się, że pies jest dobrym kompanem, da się pogłaskać i odstraszy dziczyznę, czyli po raz kolejny dokonujemy interwencji w naturze. Ryzykuję, bo lubię jednak pana Tomasza, ale mam wrażenie, że ten obraz podróży jest zbyt osobisty i zbyt restrykcyjny, wycieczka to nie forma z gliny, którą możemy ulepić dla własnych potrzeb, a wyjazd to nie zabawa najeżonego wrażliwca – to umiejętność uśmiechu, nawet jak nic tego nie potwierdza. Parafrazując hasło pana Toamasza (precz ze sportem, precz z adrenaliną, precz zambicjami), powiem: precz z sarkazmem, precz z krytykowaniem, precz z modelowaniem otoczenia pod puch własnych wyobrażeń.
Post to taka mała zemsta za bolesne słowa: Nie lubię chodzić pieszo (wyjątkiem są góry), bo już po 15 km jestem na tyle zmęczony, że nie chce mi się zwracać uwagi na to, co jest obok drogi.



Według mnie nie zrozumiałeś przesłania tego Pana. Bardzo go cenię, jako turystę krajoznawczego.
“(…) z drugiej wybiera survival…” – on się właśnie nabija, że obcowanie dla ludzi jak Ty i ja z przyrodą to niemal “survival”.
Te bolesne słowa są prawdziwe. W turystyce nie chodzi o wyczyn i zapierdalanie byle dalej i szybciej:) Mylisz sport z turystyką. Rozgranicz te dwie rzeczy, a będziesz cały “hepi” i w skowronkach;)
Przez: Bjarniak w lipiec 17, 2008
o 1:12 pm
PS. Zakaz fotografowania – jeśli mówimy o tym samym fragmencie tekstu pana Plucińskiego, dotyczy m.in. dworców i pochodzi z okresu tzw. Zimnej Wojny. Mamy XXI wiek:) To głupi i martwy przepis. Jak Ty gorliwie prawa przestrzegasz:D Są błędy w prawie i tyle.
Tak naprawdę, to jego styl kole Ciebie w oczy (mnie troszkę też), bo nie potrafisz podróżować jak on, nie starcza odwagi, nie starcza sił na tak wnikliwe poznawanie mijanych okolic:)
No i za mało jego stronkę poznałeś:)
Przez: Bjarniak w lipiec 17, 2008
o 1:21 pm
Ale to chemik z doktoratem, więc czy polonista (i bibliotekarz) może go w ogóle wnikliwie zrozumieć, ewentualnie naśladować? Czy wszystko musi być przemyślane i super-zorganiozwane? Każdy chodzi inaczej i po coś innego. Ciekawie jest o tym poczytać. Dodam sobie link Pana Tomasza do moich podróżników.
Przez: Kasia w lipiec 17, 2008
o 3:22 pm
Moi drodzy:)
teraz mogę szczerze powiedzieć, że o to mi właśnie chodziło, o dyskusję i obronę, walkę o człowieka autentycznego i z własnym zdaniem, przez to, że ma swoje zdanie, jasne i klarowne, ja mogłem obrócić to przeciw niemu, nie jest mimozą, nie jest podatny na wpływy. Fakt, zazdroszczę mu jego wytrwałości, ale zwracam też uwagę, od osób, które się ceni wysoko (a tak traktuję Plucińskiego) – wymaga się więcej, ba! wymaga się zbliżenia do ideału. Mój post był czepliwy i taki miał być, bo innych słabych stron w myśleniu i co więcej działaniu u naszego bohatera nie widzę. Chylę czoła przed rodzimym super trampem, nie bez powodu umieszczam ten wpis obok McCandless’a:) mógłbym powiedzieć, że nabrałem Was, ale cieszę się z Waszej reakcji…
Bjarniak,
owszem odróżniam obie dziedziny, ale Tomasz apelował, że turystyka to nie sielanka, to nie laba i “sprawdzanie linek od namiotu”, dlatego dla mnie podział wygląda tak 1. sport (nasze rajdy) 2. turystyka świadoma (to co robi Pluciński i co zrobimy na Piławie) 3. turystyka wypoczynkowa (leżaczek i drink z parasolką). Poza tym nie pisałem, że dla mnie turystyka to pot na czole i medale za wyczyn, wystarczy mi to, co miałem ostatnio (3kruki, 2sarny, jastrząb, goniący pies, maki i zagubiona kapliczka).
Masz rację, nie starcza mi odwagi, ale ile my mamy lat, żeby już się oceniać, zestaw mnie z nim w tym samym wieku i posiłujemy się na rękę;)
Kasiu,
naśladować nie chcę, chcę tylko wycisnąć z jego dobrych pomysłów soki, polać tym swoje plany i czerpać ile się da:) i jednak bym wolał zorganizowanie, bo są rzeczy, które denerwują Plucińskiego, moja krew gotuje się jeśli siada organizacja i mimo planów nie mogę z nich korzystać, jestem za dobrą organizacją:)
Przez: marszoblog w lipiec 17, 2008
o 4:17 pm
Jeszcze jedno, post nie jest tylko prowokacją, podpisuję się pod zarzutami:)
Przez: marszoblog w lipiec 17, 2008
o 6:31 pm
Pfff
A dla mnie Piława to raczej wariant 3, niż 2:D
Przez: Bjarniak w lipiec 17, 2008
o 7:43 pm
Jako bibliotekarz te jestem za dobra organizacja i przygotowywaniem sie do drogi, ale jako pielgrzym lubie tez zaufac drodze i moze bardziej Panu Bogu. Kiedys spotkalam w Hiszpanii dziewczyne, ktorej na poczatku wedrowki skradziono plecak, pieniadze, wszystko. I co? Poszla dalej, przez 30 dni przeszla 700 km mimo wszystko. I to jest dopiero odwaga!
A wyjezdzala z domu – z Polski super przygotowana i zapieta na ostatni guzik. :)
Przez: Kasia w lipiec 17, 2008
o 11:48 pm
Patrząc na Twoją stronkę… te statystyki z marszów itp, to wcale się nie dziwię tej krytyce “Turystycznych Sposobów”. Pewnie o sobie tam przeczytałeś po prostu (np. w części mówiącej o wyczynach i adrenalinie ;). Wiele osób by tak zareagowało jakby znalazło się po drugiej stronie barykady. Taki też był mój pierwszy odruch jak parę lat temu przeczytałem ten manifest. Jednak ostatecznie była to dla mnie wielka inspiracja, która zmieniła moją turystykę. Sarkazm i krytyka w “Turystycznych Sposobach”, które tak krytykujesz ja odbieram jako w pewien sposób oczyszczające. Pozwola spojrzeć na siebie z dystansu, natomiast w przypadku innych rzeczy pokazuje, że można i należy się przeciwstawiać i głośno wyrażać swoją krytyczną postawę (np. chamstwo lub palenie w pociągach).
I nie zwiedziesz nas, tłumacząc że miałeś taki chytry plan by wywołać dyskusje :). Raczej później próbowałeś wyjść z twarzą ;). I zgadzam się z pierwszym przedmówcą, że odnosi się wrażenie, że nie do końca zrozumiałeś przesłanie manifestu jak i przykłady tam zawarte. Choćby przytaczane przez Ciebie “sprawdzanie linek w namiocie”. Tu nie chodziło o stricto sprawdzanie, by np. burza lub lawina nie porwała nam namiotu, ale takie bez sensowne smęcenie się po biwaku.
No i mi p. Tomasz nie podpadł stwierdzeniem, że nie lubi chodzić – ja też nie przepadam :). Wędrówkę uprawiam m.in. na rowerze, nartach śladowych i kanadyjce, a pieszo to raczej tylko góry.
Przez: Treker w listopad 15, 2008
o 7:35 am
Treker,
Fajnie, że starsze tematy wracają, a nie kurzą się w wirtualnej próżni, dzięki za to!
Co do linek, to odczytałem przenośnię, a poza tym chyba w temacie czuję się wyczerpany, zaryzykowałem, ryzyko odpłaciło dyskusją, co na marszoblogu rzadkie, dla mnie to już dużo.
Zgadzam się ogólnie na manifest, ale na kilka jego punktów już nie, te punkty wymieniłem, przede wszystkim nie chciałem pana Tomasza ukamienować pomnikiem:) tak jest ciekawiej, choć może gdyby brać to na powagę, to niesprawiedliwie. Już teraz nie będę pytał błędu, skąd pochodzi;).
Przez: marszoblog w listopad 16, 2008
o 9:27 am