Cztery trasy, przy różnych poziomach trudności.
Umiejętność balansowania z precyzją i lekkością linoskoczka.
Długofalowe zachowanie czujności.
Długie i szybkie zjazdy tyrolskie.
Bezpieczeństwo zakąszone strachem.
Jako amator turystyki aktywnej bardzo polecam. Wiem, że rzecz wymaga rozsądku i szacunku w trakcie, wiem także, że jest to doskonałe urozmaicenie zwykłych treningów. Nie wiem jak przeszedłem całość – skoro zmagałem się w dzieciństwie z lękami przestrzeni i wysokości. Do moich przeszkód-faworytów zaliczyłbym tarzana, opony i skośne kłody, zaś do moich przeszkód-problemów zaliczyłbym siatkę, drabinę i tyrolkę. Pewnie tam wrócę, ale jadnak dobrze czuć grunt pod stopami.



Jee;) Świetnie, że się dałeś wyciągnąć:) Ja tam niebawem z siostrzeńcami wracam – i będzie to już 3 raz:) Mogliby jakieś karnety wprowadzić:)
Przez: Bjarniak w lipiec 7, 2008
o 2:22 pm
Dla wielu to prawdziwy wyczyn, więc drobne dyplomy też byłyby miłe;)
Przez: marszoblog w lipiec 7, 2008
o 2:28 pm
Zawsze byłeś łasy na dyplomy i poklask;)
Przez: Bjarniak w lipiec 7, 2008
o 4:25 pm
Pierdu pierdu Pablo, łasy to ja jestem na potrawy wszelakie, daj cynk na privie kiedy to ja byłem łasy na dyplomy i co ciekawsze na poklask:)
Przez: marszoblog w lipiec 7, 2008
o 7:14 pm