
“Nie obawiaj się doskonałości. Nigdy jej nie osiągniesz” – S. Dali
…mimo tego trzeba się starać o formę, o ciągłość postanowień i wypełnianie planu. Czerwiec był miesiącem udanym. Nie przydarzyła się żadna kontuzja, czas poświęcony nauce odwdzięczył się pchniętą sesją, pozytywnie. Dystans przebiegnięty w czerwcu jest podobny jak w maju, tym razem utrzymałem systematyczność, co w tym roku jest wyjątkiem, bo dystanse w poszczególnych miesiącach były bardzo nierówne i urazogenne. Ze 106,79 przebiegniętych kilometrów – 3 to interwały, 40 to drugi zakres, a reszta to wolniejsze biegi, nie przygotuje mnie to do półmaratonu w Pile, ale plan się wypełniał powoli. Do tego dorzucam 109 km rowerowania, czyli trzy wyjazdy, to nie zmienia faktu, że rower cięgnie rzepę w familiadzie i mam z nim na pieńku, ale urozmaicenie było i MTB nie leżał w piwnicy jak wcześniej. Cenną zdobyczą czerwca był spływ Rurzycą, który zrelacjonowałem, miał przypomnieć jak się pompuje na wodzie, jak dzierży się wiosło i stosuje techniki unikania problemów na rzece, miał być wstępem do większej przygody -> Piławy. Nie było jednak kompletnie – ubogo w rywalizację, poprawiałem czasy treningowych ścieżek (na 3km i 5km), ale bez elementów ścigania i walki z drugim zawodnikiem, szkoda, bo WSS już za 17 dni, a ja nie mam podrażnionej ambicji, nic mnie nie mobilizuje do pracy nad wynikiem. Podsumowując: “każdy ma swój los, a żaden los nie jest lekki” – H. Hesse, jednak zdarzają się miesiące po prostu fajne, a ten do nich mogę zaliczyć.



Gratulacje Karol. Tak trzymaj.
U mnie natomiast klęska na całej linii :) Ale może tak musiało być :)
Przez: joycat w lipiec 2, 2008
o 2:36 pm
Czasem mniej treningu wcale nie oznacza, że nasza forma podupadnie. Czasem lepiej odpuścić kilka treningów niż mieć 2 tygodnie z głowy…
Poza tym, startujesz na setce, 100 kilometrów wybiegałeś, więc powinno być dobrze ;) .
Ps. Ja też się wybieram na WSS.
Przez: Kuerti w lipiec 2, 2008
o 3:51 pm
Kurcze, jeszcze trochę i mnie namówicie na startowanie w tego typu zawodach ;) W sumie, może i warto… Kiedyś się trochę biegało, z rowerem się też nie gryzę, ale nie wiem, czy jeszcze potrafię systematycznie trenować ;)
Przez: Arkadiusz Kulewicz w lipiec 8, 2008
o 10:41 pm
Jasne, że warto:)
Ale to choroba, więc trzeba przeczytać zawartość ulotki: raz spróbujesz i po Tobie;)
Tym bardziej, że trzymasz formę, Harpagany są blisko Ciebie, więc w październiku możesz pierwszy raz posmakować orienteringu, polecam:)
Przez: marszoblog w lipiec 9, 2008
o 6:14 am