Czytając książkę Ryszarda Kapuścińskiego Jeszcze Dzień Życia – trafiłem na taki fragment:
“Confusao to słowo-klucz, słowo-synteza, słowo-wszystko. (…) Upraszczając – conusao oznacza zamieszanie, bałagan, stan anarchii i nieładu. Confusao to taka sytuacja, którą wywołali ludzie, ale w jej przebiegu utracili nad nią kontrolę i panowanie, sami stając się ofiarami confusao. Człowiek chce coś zrobić, a wszystko rozłazi mu się w rękach, chce coś zdziałać, a jakaś siła paraliżuje go, chce coś stworzyć, a produkuje confusao. (…) Confusao to stan zupełnej dezorientacji. Ludzie, którzy znaleźli się wewnątrz confusao, nie potrafią też dokładnie wytłumaczyć, co spowodowało ten konkretny wypadek confusao. (…) Przez confusao rozumiemy też stan naszego zakłopotania i bezradności. Oto widzimy wokół siebie szalejące confusao, a nie możemy nic uczynić, żeby położyć mu kres. (…) Ze stanu confusao wychodzimy wyczerpani, ale też w pewien sposób zadowoleni, że udało nam się przetrwać. Od nowa gromadzimy siły na następne confusao.”
Jest to rodzaj lekkiego stanu depresyjnego, który uświadamia człowiekowi pewne braki na różnych polach codzienności. Taka wiedza oplata nadzieje i plany jednostki, wyciska resztki optymizmu i ogranicza zwykłe bycie w świecie. Myślę, że można rozszerzyć stan confusao do etapu przygotowań do zawodów, startów i momentów próby. Cały cykl treningowy – zakąszany w mordędze powtarzalności, gdzie myśli rozbijają się o siebie, każda wyśmiewa poprzednią, mówi, że powinno się inaczej, mocniej, szybciej – to krok w stronę mechanicznego letargu. Człowiek wątpi, traci pewność siebie i w efekcie skazuje się na słabsze wyniki sportowe. Nowe confusao będzie bardziej profesjonalne, poddane obróbce, wymodelowane na nowy cel. Powiem więcej, kiedy jest cel – możliwy jest stan confusao, kiedy go brak, prawdopodobnie letarg nie będzie się miał o co zaczepić, w co wpić. Dystans nic nie uchroni, uczyni tylko uśpienie mniej jadowitym, stresogennym i energochłonnym. Problem rozszerza się do innych dziedzin, z bieżni do domów, z trasy do pracy, ogranicza i tnie wolność, jest bardzo ekspansywny. W świecie wyzwań, confusao powinno być na porządku dziennym, powinno być zaadaptowane w czynnościach, powinno być bagażem sumienia. Subtelna granica polega na zmianie confusao w motywację, wtedy osoba uwięziona może się poprawiać i skupiać na zadaniu, a elementy depresyjne stają się elementami dopingującymi.



Ja też jestem ostatnio w ciężkim confusao w związku z moimi planami maratońskimi. Ale nie tracę jeszcze ducha – grunt to nie sprawić sobie samospełniającej się przepowiedni. Confusao to chyba właśnie taki stan, kiedy definiujemy fałszywą sytuację, która tak zmienia nasze zachowanie, że w rezultacie fałszywa sytuacja zamienia się w prawdziwą. I katastrofa gotowa.
Karolu, głowa do góry! :-)
Przez: joycat w czerwiec 25, 2008
o 9:27 am
Jestem w stanie confusao właśnie. Przez przypadek trafiłam na te strony. Kim jesteś, człowieku, który czytasz Kapuścińskiego?
Przez: A. w czerwiec 11, 2009
o 11:00 pm
A.
Witam na marszoblogu!
Oto pytanie, na które nie ma prostych odpowiedzi.
A jak myślisz kim jestem, na podstawie tego, co czytasz?
Przez: marszoblog w czerwiec 12, 2009
o 6:44 am