Obecnie turystyka to wyścig zbrojeń, firmy ścigają się na przepustowość tkanin, wzmacniając przy tym ich odporność i niezaciągalność, bo jak łatwo zniszczyć poliester tłumaczyć nie trzeba. Technika ruszyła na pomoc, laboratoria ćwiczą praktyczność przedmiotów, dogadzają w miarę możliwości i korzystają z innych nauk. Wobec tego na rynek z każdym sezonem trafia świeża porcja nowych bajerów. Gadżetowcy po to ciułają, żeby móc później sprawdzić elastyczny kręgosłup swoich minimalistycznych znajomych i napotkanych współturystów. Pozostali cieszą oko, wyliczają ile kaszek Gerber równa się nowe kije Exel’a.
Dla przykładu śpiwory syntetyczne zdobyły szturmem rynek, ale wtedy cicho się mówiło o wkładkach do nich, moskitierach z prawdziwego (fabrycznego) zdarzenia, czy jakichkolwiek płachtach. Kije trekkingowe były ociosane z drewna, takie ciupagi turystyczne, a nie regulowane NW z wbudowanym krokomierzem na dokładkę. A co zrobić z komarami, zwykle tną jak chcą, jednak koncerny wypuszczają świece przeciwkomarowe, w stylu: “zapal światełko spokoju”, szykują szeleszczące tkaniny, które odstraszają spragnione samice. Nie straszna jest woda, możemy zawinięci w płachtę położyć się w wypełnionej po brzegi wannie i nic nie przecieka, możemy kupić skarpety, w których chodzenie po mokrym nie jest groźne, bo szczelnie oddzielają stopę od wody. Ciekawe są namioty rozkładające się w dwie sekundy, po czym odkręcamy korek z maty, a ta sama się napompuje i woła do spania. Czołówki już mogą oświetlać autostrady, plecaki nie ważą, bo są dobrze wyważone na plecach i cienka granica się przesuwa.
Nie jestem przeciwny wyścigowi zbrojeń, przeciwnie, jeśli można uczynić turystykę aktywną przyjemniejszą, to niech tak się stanie. Jeśli następuje progres, to niech się utrzyma. Moje obawy dotyczą innej sfery. To, co teraz jest normą, do niedawna było wyjątkowym komfortem, to, co dawniej było komfortem, teraz zamienia się w survival. Powoduje to ograniczenie atrakcji, czyli nieprzewidzianych sytuacji na trasie. Sprzęt zaczyna myśleć za nas. Nie pozwoli się zamoczyć, porwać, zajmuje mało miejsca i mało waży. Wtedy turysta zamiast wspomnień, wraca ze migawkami wspomnień ukrytymi na karcie SD, zamiast snuć opowieści, woli pokaz slajdów. Brak problemów sprzętowych to również brak ekstremy, brak historii mrożących krew w żyłach, brak emocji i relacji oryginalnych. Wtedy mówi się “zrobiłem”, a nie “osiągnąłem”, wtedy poznaje się ograniczenia producentów, a nie swojego organizmu. Projektując przyszłość, wyobrażam sobie świat wracający do klasyków literatury podróżniczej, czytających dla przykładu Pałkiewicza, którzy to mają ironiczny uśmiech, bo dla nich Syberia nie jest straszna, to lajcik. Do tego przyczyniła się również słaba kondycja kultury, ale to problem bardziej złożony. Co więcej, nie widzę szans na poprawę, taka sytuacja będzie się pogłębiać, siłą rzeczy amator z biegu wygląda jak profesjonalista i przenosi tą otoczkę na swój cel, często na wyrost. W temacie pewnie wiele do powiedzenia mają himalaiści, bo wyprawy wysokogórskie to biznes jak każdy inny. Autor motta blogu widział ten problem już w swoich czasach, smutne, ale nie pomylił się w swoich sądach.



Przecież nie musisz tego stosować. Dla przykładu ta kosmiczna odzież jest po to, żebyś mógł skoncentrować się na otaczającej przyrodzie – nie musząc martwić się potówkami, czy czyrakami, czy odmrożeniami;) Na pewno nie będzie myśleć za nas:)
Jedni stosują okulary UV, inni mrużą oczy. Wybór należy do każdego z nas:)
Zgadzam się, co do aparatów;) Moja Kobietka, Ty, i wielu innych ludzi łazi z tym ustrojstwem i cyka co się da – zamiast cieszyć się widokiem martwicie się, czy aparat jest dobrze ustawiony. W domu sprawdzacie co tak naprawdę widzieliście. Gdy się nad tym zastanowić, te zdjęcia ogląda się może 2-4 razy. Ostatni raz za kilkanaście lat, a później jakoś nośniki i tak uj strzeli;) Ja też tak miałem:) Na szczęście już jestem od tego wolny:D
Wracając do gadgetów, to myślę, że po prostu frustrują Ciebie – jak i wszystkich innych, te ciągłe zmiany, wysokie ceny i chroniczny brak gotówki. Znam ten ból:)
BTW: W naprawdę ekstremalnych warunkach i tak te cuda outdoorowej techniki nie zdają egzaminu.
Przez: Bjarniak w czerwiec 23, 2008
o 9:17 pm
Mój ojciec w latach 70-tych aktywnie uprawiał turystykę pieszą. Muszę przyznać, że jak oglądam na zdjęciach jego ekipę to jestem pod wrażeniem: skórzane buty, zwykła kangurka, zwykły szmaciany plecak itd. Pomimo, iż nie mieli texów i innych tego typu wynalazków, czerpali radość z podróżowania na pewno nie mniejszą, niż my. I myślę, że dzięki temu, iż ich ekwipunek był jaki był wykształciły się u nich bardzo pozytywne cechy charakteru: zaradność, pomysłowość, a przede wszystkim umiejętność wzajemnej pomocy w ciężkich sytuacjach. Wiedzieli oni jak konserwować buty żeby nie przemokły, jak przygotować schronienie na noc w niemal każdych warunkach, jak zdobyć pożywienie gdy sklep daleko itd.
Ja sam korzystam ze zdobyczy techniki, ale staram się trzymać jakąś równowagę. Dobry sprzęt to fajna sprawa, ale co będzie jak taki turysta-gadżeciarz znajdzie się w ekstremalnej sytuacji? Np. GPS może zmoknąć, może rozładować się bateria natomiast kompas jest dużo bardziej odporny na tego typu niespodzianki. A często od nawigacji może zależeć ludzkie życie!
Jeżeli chodzi o zdjęcia, to klisze wymagały od fotografa lepszej selekcji obiektów do fotografowania. Pojemność kart pamięci i niskie koszty robienia zdjęć spowodowały, że ludzie zachowaują się jak turyści z Japonii i fotografują bez zastanowienia.
Przez: Arkadiusz Kulewicz w czerwiec 24, 2008
o 5:35 pm
Bjarniak,
Najważniejsza w poście jest jej trzecia część:) i domowa wygoda w warunkach poza domem. Jest tutaj jakiś problem i będę o tym myślał dalej. A unikać czyraków można nie obkładając się sprzętem kosmicznych rozwiązań, ale umiejętnością wykluczania zagrożeń, logiki turystycznej, która zatraca się w ufności w sprzęt. Ja naprawdę jestem za kupowaniem dobrych rzeczy, ale to nie powinno wyłączać instynktu podróżującego. Przykład abstrakcyjny: spływamy rzeką, kłoda i kajak źle wymanewrowany, ustawia się równolegle do kłody i nabiera wody, trzeba go pchnąć, a prąd napiera i nie unikniesz dolewki, reakcja 1: masz dobre worki wodoszczelne, więc pal licho płyniesz dalej bez problemów, co tam rzeka; reakcja 2: mimo dobrego sprzętu nie chcesz nabrać wody i przewidujesz reakcje na trasie, odszyfrowujesz zagrożenia, wykonujesz wczesny manewr i unikasz kłopotu mijając bezpiecznie kłodę.
Z drugiej strony dobry sprzęt faktycznie to zysk czasu, tutaj przyznam rację, nie trzeba przetrzebić lasu, żeby zrobić dobre posłanie, wystarczy mieć dobrą membranę i sen ten sam.
A o aparatach sza, bo na moich kliszach i Agi jest full Twoich fotek, my strzelamy, wtedy możesz właśnie podziwiać przyrodę, układ idealny:)
Arkadiusz,
To pewnie nasłuchasz się od taty o tym jak to dawniej nie było… a ja… itp:)
Właśnie o te cechy, które wymieniasz chodzi, one się zatracają w gadżeciarstwie. Zaradność w trudnych sytuacjach, to nie omijanie sytuacji dzięki technice. Pomysł jest czymś więcej brak możliwości błędu. Choć z drugiej strony ktoś powie, że to głupie żyć inaczej niż dyktuje to czas, a czas mamy konsumencki, taki sezon łowiecki na premiery.
ps. Faktycznie frustruje mnie kupno czegoś i widok po sezonie, że to już passe. Ale w turystyce i tak jest to mniejszy problem niż powiedzmy w motoryzacji, gdzie po trzech miesiącach samochód tanieje o kilka tysięcy, a po roku nawet o kilkanaście. Inwestować to dobrze, ale w nieruchomości, w hobby zawsze coś wpieni:).
Przez: marszoblog w czerwiec 24, 2008
o 7:01 pm
Jeżeli kogoś to intersuje to zapraszam do galerii zdjęć z rajdów mojego ojca i jego klubu turystycznego: http://ktp-figa.prv.pl/galeria.html . W tamtych czasach to mieli sprzęt ;)
Przez: Arkadiusz Kulewicz w czerwiec 24, 2008
o 8:06 pm
Protestuję:P Nie wiesz chyba, co to czyraki;)
Przez: Bjarniak w czerwiec 25, 2008
o 7:04 am
Ale wiem co je powoduje, a tych sytuacji można uniknąć:P
Przez: marszoblog w czerwiec 25, 2008
o 9:20 am
Oczywiście;) Na przykład w czasie wielogodzinnych wyjazdów rowerowych zdejmując gatki (z pampersem, czy też bez), rozchylając nogi i dmuchając na pachwiny;) Może i sposób autora dobry, ale wolę jednak bieliznę termoaktywną i takowe, oddychające portki:}
Dzięki kosmicznej odzieży nie muszę martwić się takimi bzdetami:) “Umiejętność wykluczania zagrożeń” i “logika turystyczna”??:D:D Jeśli chodzi o pot i ewentualne problemy skórne, które dobra odzież rozwiązuje, to nie bardzo widzę miejsce na takie podręcznikowe bzdety:)
Oczywiście nie krytykuję turystów samoumartwiaczy, cierpiących za miliony w dajmy na to bawełnianych gaciach i śpiących pod brezentem na mchu. Turysta to wszak wolny duch:) Nie róbmy jednak sztucznego problemu krytykując rozwój branży outdoorowej.
Co do dawnej turystyki w naszym kraju, to były inne warunki i możliwości:)
Przez: Bjarniak w czerwiec 25, 2008
o 10:08 am