Napisane przez: marszoblog | czerwiec 14, 2008

Polna fryzura

Na północ od Wałcza, pola rozciągają się leniwie. Przerywa je gdzieniegdzie błąkające się drzewo, z rzadka kępa pochylona jak do narady. Miasto niechętnie rozrasta się w tym kierunku, pewnie doczeka się nowych, agresywnych osiedli, dla nowobogackich i nuworyszów, czego dowodem są powstające nerwowe domki przy ulicy Nadjeziornej. Mnie dzisiaj interesowało coś innego.

Droga do Przybkowa zapowiada nudną wędrówkę, monotonia pól uspokaja, kieruje myśli na rejony nietknięte herezją, niewinne swą naturalnością i nurzające się w poruszeniu słońca. Pola przypominają ruszt, zboża mają wysuszone łodygi i blade końcówki. Nieme maki stoją jak drogowskazy, tylko przekaz został zatarty zachwytem. Trafiają się pasy truskawek, a przy nich pochowani ludzie, skupieni nad dopełnianiem kobiałek. Przy wylocie pasa stoi właściciel dobrobytu, nie schyla się nad krzakiem, wpisuje coś w komórkę, jakby staranie najemników go nie dotyczyło.

Przybkowo to mała wioska, łączy nowe elewacje ze starą cegłą, wykoszone trawniki gładzą stopy obok gospodarstw zapuszczonych w swojej beztrosce. W tygodniu, czy w weekend, tętno miejsca jest równe, prawie martwe, nic nie zaskakuje, zapewne tematy lawirują około pogody, wczoraj padało, ale na cały maj to za mało.

Szybko wypadam z domostw, mijam przekreślony znak i znów pola. Z początku uderzały pojedyncze powiewy, zimne i przeszywające. Z czasem nabrały one regularności, rozpędzały się w przestrzeni rolniczej i wpadały z impetem na przeszkody. W powietrzu unosił się mocny zapach zbóż, zatykał i przyduszał, miał swój smak. Przy drodze coraz częściej ustawiały się rzędy drzew, nie zasłaniały wiatru, nie chroniły przed zimnym smaganiem.

Różewo jest wioską o ciekawej strukturze, rozchodzą się tutaj drogi, na takie podwójne proce. Na prawo ślepa uliczka wioskowa, tylko jeden dom, na lewo ciekawiej, kolejne rozgałęzienia. Jeden dom, w zamyśle sklep, kłóci się z krzakami, kto ma większą kontrolę nad działką. Może dawniej sobie radził, ale z czasem siła młodych pędów przechyli szale na swoją stronę. Są dwa sklepy, w jednym rzędzie, przy sobie. Nie muszę się domyślać, jeśli można mówić o życiu wioski, to odbywa się ono właśnie w tym miejscu. Klienci by nie urazić sprzedawców-sąsiadów pewnie kupują na zmianę, raz w tym, raz w tym sklepie. To już tradycja, szkoła odnowiona, zachęcająca, tylko chcieć.

Za wioską okolica zdawała się być zupełnie pustą. Obok przelatywały świsty wiatru i znów mroziły korpus. Nad szosą cięły jaskółki i przysiadywały skowronki. Jedne zdecydowane, drugie płochliwe. Taki nastrój utrzymał się, aż przecinałem większą szosę, z kierunkiem na Piłę. Tam dumnie opierał się o ziemię niebieski przystanek PKS.

Dalsza droga wyginała się w kształt łuku. Ponownie drzewa otulały drogę, ale ochroną były żadną. Tak dotarłem do odbicia na Popowo. Przy skręcie stała kapliczka, zadbana, świeżo ozdobiona wstążkami, kolory wciąż żywe, nie spalone słońcem, prędzej wiatr je zerwie, niż słońce wybieli. Dotrwałem do końca łuku i odbiłem w lewo, do Róży Wielkiej.

Tutaj pola wyglądają już inaczej. Rzeźba terenu jest bardziej urozmaicona. Trzeba się wspinać i zjeżdżać. Pola pokrywa koc cienia, w innym miejscu światło barwi zboże. Efekt jest rewelacyjny, to przekładaniec barw lata. Ostatnie wspinanie i przede mną panorama wioski, Róży Wielkiej.

Kościół ma swój pomarańczowy kolor, a domy rozkładają się w czterech liniach. Dawniej wioska miała swoją stację paliw (obecnie brak), przedszkole (jak wyżej), pocztę (j.w.) i piekarnię (pieczywo dowożone jest do sklepów). Po wojnie regres gospodarczy dotykał wszystkie małe punkty urbanistyczne. Miasta wojewódzkie odbierały, co wojewódzkie, prestiż i znaczenie, a takie wioski traciły swoje małe zadania i odsamodzielaniały. Szkoda. Tutaj ma swoje korzenie spora część mojej rodziny i przyjaciół rodziny, także po załatwieniu jednej sprawy udałem się w drogę powrotną. Podziwiać bezmiar pól, ale tym razem od drugiej strony.

Wałcz-Przybkowo-Różewo-Róża Wielka-Różewo-Przybkowo-Wałcz = 38km


Odpowiedzi

  1. Fajna trasa:) Przez Przybkowo biegnie fajny skrócior na Piłę:) Wolę ją jednak pokonywać rowerkiem. A później może postaram się coś dopisać o wspominanych w tekście miejscowościach:]

  2. Prawie-moje tereny, ha! ;]

    Zwłaszcza wspomniane przez Ciebie Różewo znam dobrze, nie tylko od strony turystyczno-marszowej, ale także – czy raczej: przede wszystkim – ogniskowo-towarzyskiej. W tej perspektywie jego atrakcyjność rośnie jeszcze bardziej ;]

  3. Mój tata na początku lat 70-tych odbywał w Wałczu służbę wojskową :-) Dla mnie to egzotyka, nigdy tam nie bylam :-)
    Piękne zdjęcia, Karolu.

  4. sis,
    Te tereny sprzyjają zdecydowanie turystyce ogniskowej;) zgadzam się:)

    joycat,
    A atrakcje liczne, nawet COS Ośrodek Przygotowań Olimpijskich Bukowina, gdzie jest idealne jezioro do biegania. Są też inne szlaki, na których ja biegam, a są nie mniej ciekawe.
    A o jednostkach wojskowych w Wałczu śpiewał nawet Maleńczuk! Stety nie mamy teraz tyle wojska, poligon otwarty, lekko gospodarka miasta cierpi, ale jak dla mnie, to wszystko jest plusem.
    Dla mnie egzotyką jest Kampinos:)

  5. A, no i zapomniałabym – Wałcz jest doskonałym miejscem na przyjście na świat! Osobiście nie pamiętam, ale w metryce odnotowano ;]

  6. Na południe Karolu, na południe!:D

    Na północ od Wałcza, to póki co same lasy mamy;)

  7. Miło:) to takie ćwiczenie z lektury;) a może przedHarpaganowa zagadka, odpowiedź rokuje dobrze przed zawodami, na które mam nadzieję, że nie pojedziecie, bo będę kleił spływ na Rurzycy Piławową ekipą:D
    liczę na Was!

  8. Spływ Rurzycą harpaganową porą?:) hmm…
    My się nastawiamy na Rurzycę w troszkę cieplejszym czasie – przynajmniej teoretycznie cieplejszym:)


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie