Napisane przez: marszoblog | maj 23, 2008

Przechadzki po Poznaniu

Poznań – miasto dwóch trykających się kozłów, gospodarne na tyle, że w synagodze wybudowało basen miejski, miasto Starego Browaru (ekskluzywnych butików) i Starej Rzeźni (pchlego targu), tutaj studiuję, biegam i przechadzam się często. 20ego maja wspólnie ze specjalnością dokumentalistyczną na studiach wybraliśmy się na spacer po stolicy wielkopolski. Naszymi przewodnikami były książki Marcelego Mottego i Zbigniewa Zakrzewskiego, przegadane, trochę plotkarskie,  stawiające na anegdotę i historię. Każdy uczestnik wyprawy coś przygotował, coś wydłubał z tych opasłych tomów i przyuczał się do zawodu pilota amatora.

Lubię to miasto, tętni zielenią, obsadzone jest po równo marketami, jak też parkami. Mury choć zdają się łączyć w eklektycznym pląsie, to jednak nie straszą, nie czynią rzeczywistości B&W. Dawniej przyjeżdżając do Poznania moje myśli wirowały koło Starego ZOO, spacerów nad Maltą, polagry na targach. Teraz to Maius, Novum, Winogrady i jezioro Rusałka.

Wracając do 20ego maja. Wyjście zaaranżowane przez kadrę naukową, tą aktywną część, która nie szanuje wyłącznie kurzu bibliotecznego, a szuka niebanalnych rozwiązań. Studenci byli środkiem do celu. Początek miał swoje miejsce przy Teatrze Wielkim, tym z Pegazem na grzywie, który góruje nad dwoma kamiennymi pomyłkami rzeźbiarskimi. Przed operą widać ładny parczek, z ładnym trawnikiem, na którym spocząć nie wolno, co kończy się mandatem! Straż parkowa wie swoje, porządek musi być. Przy Teatrze pokusiliśmy się o garść informacji i go go nogi studenta. To ciekawe, zamysł architektoniczny miał zamykać przestrzeń, stąd nagromadzenie stylów, budynków niechętnych sobie i miejskich decyzji niepojętych, przez to neogotyk stoi przy neobarokowym, a obok neoinny spoziera zazdrośnie, tłumiony przez neokomunizm. Miasto tajemnic. Ulica Fredry także należy do zjawiskowych, jest bardzo zróżnicowana, jeden jej koniec jest mostem Teatralnym, po czym przez park jeden (i drugi dalej) dochodzimy do budynków ważnych i cennych, aż tnie całość kościół by przejść w ciasną uliczkę do tzw. okrąglaka (kolejnego dowodu na kiepską organizację miasta, tyle wewnątrz przestrzeni, tyle bezproduktywnej!).

Nasze grupa (by nie powiedzieć nasza-klasa) odbiła dalej w ulicę Mielżyńskiego i na dziedziniec PTPNu. Tam mamy pomnik Adama Mickiewicza, replikę pierwszego pomnika wieszcza na naszych ziemiach. W projekcie stawiania pamiątki, swoje smukłe palce maczała kochanica poety – Konstancja. To przez nią Mickiewicz nie pomógł w powstaniu, to jej wdzięki tłumiły narodowościowe zrywy, przynajmniej jest to jedna z hipotez. Cicho, przyjemnie, obok kawiarnia “U Przyjaciół”, którą lubi każdy polonista, obok księgarnia “Kapitałka”, którą lubi każdy polonista, obok biblioteka PTPNu, której poloniści raczej nie lubią, a szkoda. Znowu małe prelekcje i od placu Ratajskiego przechodzimy do placu Wolności.

Jest to miejsce szczególne… dla sk8ów. Dawniej mieli tutaj kapitalną miejscówkę, marmurowe murki, dobre płyty pozwalające na nabranie szybkości. Tylko naginać i łamać decki. Teraz wystrój i wykończenie już nie jest takie surowe, drobna kostka na placu, murki wyparte przez powyginane pręty, ładniej po prostu. A pod placem parking, ile to było sensacji wykopaliskowych, ile wątpliwości co jeszcze fundamenty miasta kryją. Na placu interesowały nas dwa punkty, Bazar i Biblioteka Raczyńskich (ta lubiana przez polonistów, a nielubiana przeze mnie).

Opowiem o Bazarze, ponieważ była to moja broszka. Projekt niemiecki, wykonanie polskie dla Polaków, w statusie miejsca zastrzeżono, że lokale będą zaklepane dla nas, tak też było. Jeden z pierwszych sklepów otworzył H. Cegielski, twórca wielkiej fabryki, podstawy produkcyjnej miasta. Z okien przemawiał Paderewski w swoim czasie, śpiewał Kiepura o soli, a jeden z niemieckich żołnierzy śmiertelnie się postrzelił, wszystkie wydarzenia wywołały szum towarzyski i potwierdzały, że miejsce jest szczególne, to taki punkt poznańskich Aten. Kultura się bawi, społecznicy prawią, a literaci spraszają muzy i tak było do 1939 roku.

Kolejnym punktem zaczepienia była ulica Piekary, ważna bo związana z wielkopolską wizytą Słowackiego tutaj. Był taki epizod, został zauważony, spisany. Poeta wówczas chorował, był w kryzysie, niemniej jednak swoją skromną rolę wykonał i słowem wsparł dobre idee. Dalej przystanek dotyczył kościoła św. Rodziny, przy nim pierwotnie stał pomnik wieszcza Adama, był to koniec dawnych murów miejskich. Zacisze okrasiliśmy legendami związanymi z miastem, oryginalnie.

Wspomnę jeszcze, że odwiedziliśmy plac Kolegiacki, Farę, Stary Rynek z zadumą nad historią Ratusza  pokazem historycznych fotografii miejsca, ulicę Żydowską, kościół Najświętszego Serca Jezusowego, gdzie legendy opisały losy znanych wielkopolskich rabinów, aż pod obecny POSiR, gdzie po wymianie uprzejmości drogi współidących zaczęły się rozchodzić.

Chwila o suchych faktach: przeszliśmy niecałe 3 kilometry, a jestem przekonany, że dla wielu tych kilometrów było znacznie więcej. Jak to jest, że chodzenie turystyczne męczy bardziej – niż chodzenie aktywne, jak na rajdach? Jak to jest, że te 3 kilometry po mieście w miłej atmosferze zmęczyły mnie bardziej niż biegowy trening na 12km? Ciekawe to.


Odpowiedzi

  1. No bro, fajne to. Ciekawie napisane. Możesz śmiało pisać u mnie na portalu w przyszłości. No panoramka mam nadzieję, że będzie na digarcie bo z chęcią bym większą wersję zobaczył. Pozdro

  2. PTPN jest chyba jednym z najbardziej urokliwych miejsc w Poznaniu. Cały ten zestaw: Kapitałka, “U Przyjaciół”, dziedziniec, brama – ma w sobie wiele magii i książkowej atmosfery. Lubić! (:

    Pozdrowienia dla specjalności dokumentalistycznej od komparatystyki! (;

  3. I mnie się bardzo podobało i nie przez wzgląd na wspaniałą kadrę;)ot tak, pouczające i przyjemne:)

  4. Poznań znam wyłącznie z książek Musierowicz :) i przez to mam same pozytywne skojarzenia związane z tym miastem. I zazdroszczę Wam Malty – fantastyczne miejsce! Karolu, napiszesz skąd wzięła się ta nazwa?

  5. To ciekawa historia:) W XII w. do Poznania w okolice obecnego jeziora Maltańskiego Mieszko III Stary zaprosił joannitów, najstarszy zakon rycerski. Żeby utrzymać ich na miejscu oddał im jeden z kościołów i liczne przylegające wioski. Jeszcze wtedy teren nazywano Komandorią.
    W połowie XIV w. cesarz Karol V podarował joannitom wyspę Maltę, od tamtej pory nazywano ich kawalerami maltańskimi i dzięki temu tereny zamieszkiwane przez szczepy zakonu również przejmowały nazwy związaną z wyspą. Zaczęto nazywać te tereny Maltą.
    Okolice od zawsze były atrakcyjne dla poznańskich turystów, ale dopiero dzięki aktywności harcerskiej, która chciała wybudować w tym miejscu Park Narodowy, można mówić o zmianie profilu użytkowego. Zaczęli oni usypywać kopiec i od tamtej pory te tereny już nie wyglądały naturalnie.
    W 1952 roku zaczęto pracę nad sztucznym zbiornikiem wodnym, czyli jeziorem Maltańskim. Nazwa “Malta” stała się bardzo ekspansywna i obejmuje większość atrakcji wokół jeziora:)

  6. Malta to świetne miejsce spacerowo-wypoczynkowe.

    Niemniej nic nie może się równać z Parkiem Sołackim i Rusałką. Jak biegać, to tylko tam!:)

  7. Zgadzam się z Magiem, Malta wydaje mi się poza tym nieco sztuczna.

    Lubuję się w tekstach o Poznaniu, w których z perspektywy osoby spacerującej opisane jest w ciekawy sposób miasto. Są to między innymi opowiadania Melfki. Ten tekst jest świetnie napisany i bardzo miło się go czyta. Będąc trzy lata w Poznaniu wzbogacił mnie wiedzą o parę ciekawostek. Dzięki :)

  8. jeśli lubisz oglądać Poznania okolice tooo…. mam ze swą Połowicą taką myśl aby obejrzeć Forty wokoło Poznania. Optujecie?;) (niezobowiązująco bez konkretnego terminu jeszcze)

  9. Abery,
    Dobrze, że piszesz bez konkretnego terminu, bo chęci mamy wielkie, ale teraz obowiązków jest ogrom. Optujemy:) To około 50km, także forma musi być.

    lathea,
    Cała przyjemność po mojej stronie;)


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie