Podejmowanie ekstremalnych wyzwań to zawód dla pasjonatów. Nie dla znudzonych półamatorów z wzorową kolekcją map, nie dla społeczników z zacięciem. Trzeba mieć, no właśnie co? Tematykę śledzę, czytam, porównuje, ale zawsze potrafi coś/ktoś zaskoczyć. Pojawia się nowy pomysł, wykonanie i galeria sław czeka.
Osobą, którą ostatnio odkryłem (dzięki Aniu) to Wojciech Bogusław Różycki, z zawodu filolog (ukryte zdolności w filologach), który opiekował się tzw. trudną młodzieżą, zarażał ich zamiłowaniem do wysiłku i pracy (z początku fizycznej) nad sobą. Kiedy przeszedł na emeryturę, jego życie dopiero przyspieszyło.
“Wędrowiec w okresie od 7 marca 2007 r. do 15 września 2007 r. idąc samotnie pieszo granicami dookoła Polski, po 191 dniach 8 godzinach 35 sekundach, przeszedł 3998.3 km” – tak brzmi w pełnej krasie frontreklama na stronie internetowej ekstremisty. Daje mu to około 21 km dziennie, z regularnością niesamowitą, bo równo przez siedem miesięcy.
Taka wyprawa wymaga przygotowań, dogrania tych małych rzeczy, podatkowych, sponsoringu, no i formy przede wszystkim. Choć zdaję sobie sprawę, że tak doskonale opisana trasa przejścia przyciągnie nowych śmiałków, którzy będę chcieli podjąć podobne wyzwanie, to już nikt nie zrobi tego ponownie po raz pierwszy.
Wędrowiec nie skupiał się tylko na dystansie i sportowych ambicjach. Ważne było urozmaicenie wyprawy, a to zdjęciami, a to kulturowymi punktami na drodze, to nie Stasiuk, który najchętniej by tylko jechał, to osoba czuła na otoczenie i jego historyczne konotacje. Osoba niebanalna, zasługująca, żebyśmy posłuchali jego opowieści, zatem nie kradnę tematu, a odsyłam do strony poświęconej piechurowi:



Niestety w dwóch ostatnich postach miałem włączony błąd blokujący komentarze. Teraz wszystko wróciło do normy, także zapraszam do dyskusji.
Przez: marszoblog w maj 1, 2008
o 8:45 am