Posted by: marszoblog | kwiecień 24, 2008

Harpagan 35 - relacja

Do PK1:

Miejscowi - to jasne, że pocieszni są przeważnie, mijając ich usłyszałem: “dziwne, jedni biegną, a inni idą”. Także start miałem z moimi wspólnikami przygód marszowy, mocny marszowy nawet, także mijando było, ale też marszowe. Droga na północ, towarzyszyło siąpanie czegoś - czym by deszcz wzgardził, takie to niby nic, ale na polarze się osadzało. Miałem skojarzenie, że droga do pierwszego PK jest łudząca podobna do 1PK na H32, gdyby nie pole przez które zasadziłem z drużyną przetarcie, z potknięciami, wejście w las, w ostre badyle, które łakomiły się na spodnie i przecinka, i perforator, pierwsze trofeum strącone z pętli.

Do PK2:

Dąbrowa Brzezieńska osiągnięta fachowo, za nią przebiegnięty kawałek asfaltu i na wschód, w las, w mokradła, jak się okazało, pierwsze kompletne zamoczenie stóp, pierwszy przyczynek do kalafiora w butach. Dalej płynnie i fachowo, zaatakowany od północy, prawie bezbłędny, gdyby wymazać babranie się w mokradłach za Świetlinem, tempo utrzymane.

Do PK3:

Punkt bez historii, gąszcz przecinek na mapie, w duchy się przeżegnałem, coby opatrzność dopingowała chociaż. Ale tym razem moja ekipa zadziałała jak coś, co działa szybko i dokładnie, w jednym momencie latarki nam pomogły i… musiałem się nadziać na badyl, zabolało - życie, taki los, ale już do końca lekki dyskomfort się utrzymywał, teraz wiem, że to prawdopodobnie złamanie, albo nadłamanie, uff… gdyby inna głupota - to pętla już by się dla mnie skończyła. To było bezbłędne dojście.

Do PK4:

O co cho? Do asfaltu miód, żadnych problemów. Ja miałem inną koncepcję gdzie jesteśmy, moi towarzysze inną, także debata i do boju, weszliśmy niby dobrze i do samego PK wszystko już będzie niby. Odbijamy we właściwą drogę i nic, widzimy, że inni też idą w naszą właściwą drogę, nie słuchają, niech idą i nic. Po chwili tworzy się już pokaźna grupa błądzących, “byliście tam?” to najczęstsze pytanie i zawsze dołujące. Postanowiliśmy iść inaczej, a niech tam i… znów nic, słupek działowy każe zawracać, co robi tutaj linia wysokiego napięcia wiem, ale szkoda, że nie ma jej na mapie. Mieliśmy wybrać inny wariant, ale poczekaliśmy na już naprawdę dużą grupę błądzących, “wiecie gdzie jesteśmy?” i nic. Duża strata, zaczyna to ciążyć, kręcić czasy będzie coraz trudniej, w końcu decydujemy się iść za pochodem, który już prowadzi do samego punktu. Szkoda poślizgu.

Do PK5:

Banalnie do asfaltu, tutaj biegniemy obok jez. Dąbrze i też dobrze, że jesteśmy coraz dalej pechowej czwórki. Zamiast na Wódkę - kierujemy się do Solina, ładne jest nocą, ale nie denerwuję znajomych takimi uwagami i odbicie w las, dalej do leśniczówki i podbijamy od góry punkt. Już od jakiegoś czasu chcę delikatnie powiedzieć drużynie, że mocno pompuje i gdybym się wlekł z tyłu - to mają mnie zostawić z czystym sumieniem, ale po każdym drobnym (bo krótkim) kryzysie - wracam (z pozoru) mocniejszy i dotrzymuję kroku.

Do PK6:

Jeśli PK3 był bez historii, co powiedzieć o tym punkcie, do asfaltu lekko, tam ładny marsz i wejście w przyjazną przecinkę, która już prowadzi do pierwszego ogniska na trasie, sędziowie tłumaczą, że w skład tlącego się kopciucha wchodzą: suche bandaże, kawałki osobistych papierów i te mniej mokre (z mokrych) patyki, fajnie, cieszę się tym faktem, bo wcześniej wróżyłem, że ognisko będzie na PK4.

Do PK7:

Tą samą drogą na południe, dalej lasem szukamy dużej przecinki i nią pokonujemy pokaźny kawałek, za nią skrajem lasu i do szosy. Wciąż a to przed, a to za - idzie dwójka napieraczy, gdy odbijamy na Gościęcino oni zaczynają truchtać, patrzymy po sobie z podziwem, próbujemy też, ale krócej. Kiedy ci na horyzoncie odbijają do przecinek - my wspinamy się na górkę i stamtąd, z poczuciem skrótu zaczynamy przygodę z lasami. Całkiem przyjemnie, aż upewniamy się, że nie jesteśmy tam, gdzie być byśmy chcieli, czyli na PK. Zmęczenie zniechęca do czytania mapy, dlatego widząc innych sugerujemy się, że oni idą dobrze, niestety aż tak dobrze to oni nie idą, w trakcie tego przetarcia Paweł mówi słowa ważne: “mogliśmy iść po swojemu” (chyba nic nie przeinaczyłem), no nic, jedzie tramwaj, a podwozi nim p. Sochoń, czyli elitarna podwózka, ostatni raz spotkałem go na trasie - na wspomnianym H32 w drodze na PK3. My jedziemy, a wracający zapewniają, że to dobre tory, zatem perforator i od razu jazda dalej, ale w naszą trójkę, bez pomocy.

Do PK8:

Do Brzeźna droga przyjemna, ktoś na horyzoncie, jest kogo ścigać. Wzorem kolarskich wyścigów zmieniamy dyktującego tempo, nie ukrywam, że najrzadziej jestem to ja, ale napieramy mocno. Pod kolanami gehenna, do której już się przyzwyczaiłem, zastanawiam się dlaczego, jak nie wiesz dlaczego - to na bank przez buty, z tą myślą łatwiej. Dalej dwa warianty, szybki szosą i równie szybki przecinkami, wybieramy drugi. Mijamy dwójkę zawodników, dalej ostatnia prosta do Łęczyc, a my za namową wuja truchtamy, myślimy, żeby połknąć czarny punkt przed nami, myślimy i moim zdaniem był to mieszkaniec Łęczyc idący z torebką na zakupy, dobrą porę wybrał, mieliśmy cel. Baza jak to baza, punkt podbity, biorę bilet po plecak i zaczynam myśleć o rezygnacji. W końcu proponuję współtowarzyszom, że z biegu idę na dziewiątkę, nie jem, a idę by nie tracić czasu, a PK9 miał być już ostatni dla mnie. Mawia się, że głowa umiera ostatnia, moja umarła przed nogami tym razem. Stopa była spuchnięta zawodowo, co odkryłem przy przemyciu, ale o złamaniu nawet nie pomyślałem.

Do PK9: Po zmarudzeniu w bazie ruszyłem sam na ostatni punkt (dla mnie). Tym razem zabrałem kije, niech wspomagają, ładnie wydłużały krok, ładnie tempo dyktowały. Od czasu do czasu mapa, do głównej drogi, dalej po prostej do celu, poczułem satysfakcję, że nawigowałem samodzielnie, ale co to za nawigowanie do tej dziewiątki, łatwe. Później podzieliłem się izotonikiem z napieraczem, który atakował PK10 i spacerowo wróciłem do bazy, w trakcie wymieniałem, a to pozdrowienia, a to wyjaśnienia czy daleko, z żartem, z uśmiechem, z żalem, że tak mało, ze zrozumieniem dla kontuzji i racjonalny wariant by nie zaszkodzić na przyszłość. Wracając mijałem nr 024 - może następnym razem uda się wspólnie dojechać i pozdrawiam!, oraz nr 339, czyli to prawda.

Dzięki dla Orgów!

Odpowiedzi

Piękna to opowieść. Czy dołączysz swoją relację do strony harpagana?

oh ten PK4 ;-)

oh ten Harpagan ;)

Leave a response

Your response:

Kategorie