Socjolektem nazywamy ponadregionalną normę językową, która posiada silne poczucie odrębności, a używana jest przez duże grupy społeczne, mówiąc najprościej jest to odmiana języka.
Podczas rozmów w Łęczycach na sali doszedłem do wniosku, że środowisko rajdowe już dorobiło się swojego socjolektu, skromnego, ale jednak. Pewne zwroty, powiedzonka, skróty myślowe – są nieczytelne dla zwykłego użytkownika języka, mógłby się w tym zagubić i czuć konsternację.
W skład socjolektu wchodzą neologizmy (przepak – słowo określa przygotowanie się osoby/zespołu do dalszej wędrówki), eufemizmy (musisz napierać – musisz iść dalej), frazeologizmy (mieć kalafior na stopie – rodzaj odmoczenia stóp), typowe powiedzonka (iść na igłę – iść na kompas), nazwy przedmiotów (rura – wężyk od bukłaka), nazwy miejsc (baza – przeważnie sala gimnastyczna z siedzibą organizatorów), nazwy stopni (napieracz – mocny zawodnik, padlina, zwłoki – osoby zwiezione z trasy przez organizatora), zapożyczenia (buff – chusta wielofunkcyjna), nazwy przestrzenne (pętla – część trasy, PK – punkt kontrolny), nazwy części ciała (pompa – serce), nazwy czynności (napierać – iść, pokonywać trasę).
Powyższe ustalenia potwierdzają, że środowisko rajdowe ma prawo postrzegać siebie jako osobną grupę społeczną, jako osoby zainteresowane oryginalnym hobby, podejmujące ekstremalne wyzwania.
Przykład praktyczny:
- Kiedy napierałem na azymut, żeby zrobić szybki przepak przez moment pompa dawała sygnały, aby zwolnić. Już wtedy miałem kalafior w butach, bo pętla była z tych mokrych.
- Ja rzadko chodzę na igłę, ufam mapie, wtedy łatwiej trafiam na PK, podbijam kartę i do bazy.



Pompuj Karol, pompuj! ;)
Przez: Mag w kwiecień 23, 2008
o 5:31 pm