54 km to wynik mniej niż przeciętny, do tej pory zawsze mi wadził i zawodził. Jeszcze nie minęło mi spięcie mięśni, a już myślę co poszło źle. Tempo było mocne, kilka podbiegań, kilka przetarć na azymut i oscylowanie w okolicach pierwszej setki. Nawigacyjnie moi towarzysze Harpa byli bardzo dobrzy, kiedy ja zapoznawałem się z mapą - oni już mieli gotowy wariant przejścia. Marsz był płynny i szybki.
Problematyczne były punkty 4 i 7 gdzie w obu przypadkach szukając drogi gubiliśmy się na mapie, co było też normą u innych uczestników czeszących teren i wobec tego dochodziliśmy do punktów w większych grupach. Reszta punktów nie sprawiała większych kłopotów. Najtrudniejsze były podobno punkty 10, 12 i 15, jednak to już nie mój problem, swój udział skończyłem wcześniej, na PK9.
Kondycja była, od PK5 wiedziałem, że już nic więcej mnie nie zatrzyma, ponad to, co już bolało, czyli okolice podkolanowe oraz miejsce kości klinowatych na stopie (co równie dobrze może być przyczyną ostatnich treningów nakierowanych już na bieganie po płaskim, albo podbiegania po asfalcie w Salomonach, które aż tak dobrze wyprofilowane nie są poza terenowym bieganiem, na asfalcie radzą sobie średnio). We wtorek zrobię pierwszy rozbieg po Harpie, spokojnie i ostrożnie, co jest i tak słabym pomysłem, kiedy jeden z najlepszych na H35 miał w niedzielę zawody InO, mam nadzieję, że poszło mu równie dobrze jak na setce.
Podsumowując: to dobry start, mocne tempo wykonalne (można jeszcze nad tym popracować), orientacyjnie brawa dla Zbyszka i Pawła, przygód było kilka i worek doświadczeń, również pouczające rozmowy w Bazie. Było warto, tym bardziej, że jest to również jakieś urozmaicenie treningów, połączone z łamigłówkami w oparciu o mapę.
Napisane w marszoefekty, marszopróby | Tagi: 54km, H35, Harpagan, InO, PK, pętla, Łęczyce