
Góry paradoksów – Tatry.
Jest to teza polemiczna. Można równie dobrze się zgodzić, jak i zaszkodzić. Choć co jest szkodliwe w przypadku tych gór, tego masywu – powiedzieć trudno. Każda reklama, każda sensacja, każda lawina i najzimniejsza, bezśnieżna zima jest także pożywką mediów, tak tworzy się legenda, tak buduje się mit, tak zyskuje się turystyczny top, niekiedy przez czarny PR.
Tatry to góry z definicji najtrudniejsze, najciekawsze, najdonioślejsze. To lans szlifibruków i metka warszafki (w ujęciu ogólnopolskim), „chcesz zaimponować to przyjedź po oscypki”. Droga do Morskiego Oka zalicza pewnie tygodniowo tylu turystów, co wszystkie szlaki Gorczańskiego Parku Narodowego w skali rocznej.
Ale tak zarysowana sytuacja jest ledwie okruchem prawdy, bo łatwo się patrzy zza okularów wrednych gestów i przytyków, jak łatwo już udowodniłem powyżej. Tam gdzie przeciągają się tasiemce potnych koszul, pielgrzymki aparatów kompaktowych i zdziwione tabuny, gdzie połowa klanie na bryczki, bo też taksa za nie horrendalna, a wciąż trzeba z drogi im schodzić, a druga, bo kwaśna pogoda i jakoś widoki niepocztówkowe; tam właśnie można rozplanować sobie ciekawe wakacje, ciekawy trening trekkingowy i ominąć te zniechęcające, krupówkowe szuranie po bruku wśród krzyczących jak mandragora witryn sklepowych usiłujących w lipcu wetknąć nam na biedne stopy buty z natury zimowe, toporne i ociężałe, może przez skwar i skwer, może.
Szczerze męczy mnie brak polotu u budosklepikarzy, gdzie serwuje się w kanciapie sery, a dwa metry nad - bez krępacji srają gołębie. Szczerze nie trawię muzyki na jedną nutę, ja jeden brzdęk, na jednego kielonka, szczerze męczą mnie kolejki na wyciągi, gdzie ludzie według kas „mogą czekać”, szczerze wątpię w solidarność, kiedy wygraża się ciupaską, szczerze nadal jest tam możliwa aktywna turystyka!
Recept jest prosty, należy wcześnie wstać, jeszcze przed pierwszymi bacami (kurami), dojechać do szlaku (wówczas nie płacimy za wejście, bo i parkowi mocują się z kołdrami), przemaszerować już równo i z zgodnie z planem.
Tatry kocham! Piszę to bez przekąsu, bez nadęcia, bez podlizów. Tam ustrzeliłem najlepsze zdjęcia z podróży (nie przeszkadza mi nawet, że podobnych jest w juhc), tam szukałem literackich śladów, tam ziewałem by doczekać się zauroczeń, tam mnie zmoczyło, przyrumieniło i omdliło nawet, tam jest zróżnicowanie, przez co ciekawie. I choć w życiu się mawia, że jeśli kochasz niszę - to kochasz Bieszczady, to ja dodam od siebie, że jeśli kochasz wyzwania – to kochasz Tatry.
Co tam, przecież stara prawda mówi, że „kocha się za wady, mimo wad i dla nich” – i tak też jest w istocie, oczywiście połowicznie, ale tak jest.

Categories:
Tags: góry, Morskie Oko, Tatry, Zakopane