Posted by: marszoblog | marzec 13, 2008

Nasypomarsz

To już liczby niepoliczalne – tylu jest miłośników kolei, PKPowcy, stukotnicy i miłośnicy rozmów face to face. Potwierdzeniem są zloty takie jak show w Wolsztynie i wiele pomniejszych, wszędzie tam gdzie stoi biernie choć jeden dymiący skurczybyk. Nie o to jednak.

1b.jpg

Nasypy kolejowe to także dobrze wyeksponowane trasy piesze, wymagające dostosowania kroku (w moim przypadku wydłużenia). Zgubić się nie sposób, nie sposób wykoleić, są bezpiecznie monotonne i prostolinijne (w autorskim znaczeniu tego słowa). Kolej jako konstrukt komercyjny podlega prawom rynku i przez swoją uległość zamyka (zamykała) nitki komunikacyjne. To takie zapomniane-znielubiane-niedoszlifowane nasypy POLECAM i zarazem apeluję: te wciąż czynne sobie darujmy, po co igrać z Miastem, Masą i Maszyną.

Te dzikie pozostałości cywilizacyjnych, wzruszających powrotów bliskich, te wchłaniane przez przyrodę trasy widmo, te niekończące się drabiny podkładów żelbetonowych i drewnianych, ta niecka mierząca 4 stopy 8 i pół cala - to wszystko może być niebanalnym treningiem, alternatywą dla leśnych przecinek i przetartych tras biegowych.

2b.jpg

Marsz jest wyrównany, dostosowany do kaloryfera podkładów, angażuje nowe mięśnie, które przeważnie wspomagają na górskich szlakach, by zapaść w sen na resztę aktywnego roku. Po drodze opuszczone stacyjki przywioskowe, które dawniej niosły wieści, a teraz służą za pajęcze szkielety. To hangary, te dumne paintballowe wiaty z hulaszczym wiatrem wewnątrz. To wiadukty rozkradane przez złomorabusi, gdzie i przejście polega na przeskokach i lekkości linoskoczka, a wszystko z chirurgiczną precyzją, bo pod nogami 25m gardzieli przestrzennej.

3bb.jpg

Co więcej to ostatnia chwila (zostało trzy tygodnie najwyżej) na taki trening, niedługo łatwołamliwe badyle dostaną soku i skutecznie utrudnią przejście, trzy łodygi puszczą po trzy nowe rozszerzając zakres działalności, wybiją też te nowe, pewne siebie, zahaczające i zaczepne. I tylko myślę, że warto – jeszcze przed nowymi mapami, które pozacierają ślady torowisk nieczynnych, z pozoru niegościnnych i nieatrakcyjnych dla marszoamatora – przetoczyć się obok szyn, przytroczyć zapas niebanalnych wspomnień i przekroczyć granice schematyzmu przygotowawczego.

Odpowiedzi

“Jak iść do końca, potem odpoczniesz, cudne manowce, cudne manowce…” : )

No fajne Bro, ale kolejnym razem daj zdjęcia do środka :P
W trójce dałeś fajny połówkowy filtr w programie z ciekawym kolorkiem.

Takie mosty kolejowe jak ten z ostatniego zdjęcia bywają niesamowicie malownicze. Tory są romantyczne, to szlaki wieloletnich, powtarzających się podróży.

Dla mnie stare linie kolejowe są jednymi z najsilniej przemawiających alegorii stałego motywu drogi, czy ogólnie pojętej wędrówki. Chodząc nimi (miarowo!) słychać stukot tysięcy pociągów które tędy przejeżdżały, czuć tę chwilę zawieszenia pasażerów, którzy gdzieś jadą, od czego uciekają, lub mają coś do załatwienia - ale obecnie są w momencie niezależnej od nich samych - podróży. Jedne z moich ulubionych miejsc spacerowych, tak jak i autor - polecam.

Leave a response

Your response:

Kategorie