To już liczby niepoliczalne – tylu jest miłośników kolei, PKPowcy, stukotnicy i miłośnicy rozmów face to face. Potwierdzeniem są zloty takie jak show w Wolsztynie i wiele pomniejszych, wszędzie tam gdzie stoi biernie choć jeden dymiący skurczybyk. Nie o to jednak.

Nasypy kolejowe to także dobrze wyeksponowane trasy piesze, wymagające dostosowania kroku (w moim przypadku wydłużenia). Zgubić się nie sposób, nie sposób wykoleić, są bezpiecznie monotonne i prostolinijne (w autorskim znaczeniu tego słowa). Kolej jako konstrukt komercyjny podlega prawom rynku i przez swoją uległość zamyka (zamykała) nitki komunikacyjne. To takie zapomniane-znielubiane-niedoszlifowane nasypy POLECAM i zarazem apeluję: te wciąż czynne sobie darujmy, po co igrać z Miastem, Masą i Maszyną.
Te dzikie pozostałości cywilizacyjnych, wzruszających powrotów bliskich, te wchłaniane przez przyrodę trasy widmo, te niekończące się drabiny podkładów żelbetonowych i drewnianych, ta niecka mierząca 4 stopy 8 i pół cala - to wszystko może być niebanalnym treningiem, alternatywą dla leśnych przecinek i przetartych tras biegowych.

Marsz jest wyrównany, dostosowany do kaloryfera podkładów, angażuje nowe mięśnie, które przeważnie wspomagają na górskich szlakach, by zapaść w sen na resztę aktywnego roku. Po drodze opuszczone stacyjki przywioskowe, które dawniej niosły wieści, a teraz służą za pajęcze szkielety. To hangary, te dumne paintballowe wiaty z hulaszczym wiatrem wewnątrz. To wiadukty rozkradane przez złomorabusi, gdzie i przejście polega na przeskokach i lekkości linoskoczka, a wszystko z chirurgiczną precyzją, bo pod nogami 25m gardzieli przestrzennej.

Co więcej to ostatnia chwila (zostało trzy tygodnie najwyżej) na taki trening, niedługo łatwołamliwe badyle dostaną soku i skutecznie utrudnią przejście, trzy łodygi puszczą po trzy nowe rozszerzając zakres działalności, wybiją też te nowe, pewne siebie, zahaczające i zaczepne. I tylko myślę, że warto – jeszcze przed nowymi mapami, które pozacierają ślady torowisk nieczynnych, z pozoru niegościnnych i nieatrakcyjnych dla marszoamatora – przetoczyć się obok szyn, przytroczyć zapas niebanalnych wspomnień i przekroczyć granice schematyzmu przygotowawczego.