2h -> Przed startem dobrze się zdrzemnąć, zakopać w śpiworze niepewność i adrenalinę, zostawić za sobą powoli narastający szum sali, ostrożność rozpinanych zamków, dokładność wiązanych butów i numerów startowych – 011. Potok pytań „jak wypełniać kartę?”, „gdzie jest szatnia?”, „skąd wziąć wrzątek?” – to wszystko leniwie mieć poza azylem własnych betów. Sen i tak nie przyjdzie, jeśli już to niespokojny i drażniący, jakby wpychał łokieć pod żebro i sugerował, że „nie tym razem”, ale każda próba wynagradza, wypogadza, jest kojącym dodatkiem.
45min -> To już nie przelewki, obok ułożone w kostki ciuchy, szybko i dokładnie trzeba je na siebie, trzeba sprawdzić stan fizyczny i techniczny, psychomotorykę i zawartość kieszeni, ilość wolnych elektronów w plecaku, by zaraz wrzucić dodatkową parę skarpet i upchać, i ustać z tym wszystkim. Po czym łapać wspólników tempa, najemników rozmowy i przyjaciół po fachu. Oklepać się sowicie, czy kompas wisi, czy karta siedzi, czy czołówka czeka, czy wężyk wygrzewa się na ramieniu i w okamgnieniu szus na pole.
20min -> W migocie odblaskowych refleksów, świetlików pomocorajdowych przytroczonych do rękawa, nogawki i Salewy pokonuję pierwszą przebieżkę do wolontariusza z koszykiem i puszczam obok siebie słowa wstępu Orgów, myśli przyszłych tortur i braki sprzętu. Już tętno skacze, noga podryguje, paski plecaka uściskają jako ostatnie, już kolejka po mapy kompletna, poza tym „chcę iść”!
5min -> Mapa w dłoni, ktoś woła, ktoś czyta, ktoś spokojnie stoi, inny się uśmiecha, patrzy z przekąsem pod wąsem, przepych na dobre miejsce, enklawy znajomych, oczekiwanie, odliczanie, pięć, już prawie, już pętla, trzy, ktoś klepie po ramieniu, mówi „do dzieła”, start i… pęka Cienka Czerwona Linia!
Categories:
Tags: Harpagan, pakowanie, początek, sen, start, stres, tempo, tętno