Posted by: marszoblog | marzec 8, 2008

Sztuka chodzenia

Wciąż uczę się marszu i skupienia na szczególe.

Moja wędrówka, to zażynek, to nierówny plus przy nierównym kroku, to skoki przez cieki, obłamane gałęzie powyginane w ostatnim bólu, powłoka zaschniętego bagna wyższa od podeszwy, zamiast świergotu ptaki podają czas, a cykliczność dnia dostosowuje się do kolistości pętli.

I zmęczenie, pierwszy pot z czoła, po termokoszulkę, która ma lepszą przepustowość niż lotnisko na Ławicy, po rajdorajtki wyśmiewane przez tych dowcipniejszych miejscowych, ale po nie ma znaczenia – liczy się to, co przed.

Dalej przychodzi spięcie mięśni, twardość selekcjonująca napieracza od nabieracza, kamień w bucie szykujący się do snu przed definitywnym wypierdoleniem, to serce, które sygnalizuje coś niewyraźnie i zostaje zdławione byle cukrem, byle Verbenem, by iść i biec, i chcieć.

Odbieram przy tym szlify psychomotoryczne, kiedy już mam trzeci kryzys, bo coś poszło w łeb, bo celowo miało pójść w łeb, bo celowo miałem się wykoleić czasowo, bo znów trzeba się upewniać, studiować mapę egzaminując siebie, kląć i złorzeczyć, że się kogoś dorwie, potnie, a demony czyhają na bloku startowym.

Ciągle poznaję siebie lepiej, nowe nauki zagubione za firanką endorfin, za płotem wyczerpania, że wyrozumiałość, że cierpliwość, że pokora, że daj se chwilę, że odpocznij, że dorośnij, że on łże, że to tylko wolny czas. I wracam by ponownie się próbować, wyśmiać granice i przyspieszyć, zmienić trasę, motywację, sprzętorganizację i formokontrolę.

 

Sztuka chodzenia (wysiłkowego) to nie spacerowanie wokół fontanny, to nie wyprowadzanie psa przed blok, to nie to, co tonie w codzienności, co jest powtarzalne i daje się ogarnąć. Ta sztuka jest jednorazowa, niepowtarzalna, epifaniczna i kontekstowa jak filozofia „doświadczenia historycznego” wg Ankersmita, i można się raz zniechęcić, że blee, że wrrr, że po grzyb, po trzon, ale i tak jej smak, na bazie izotoników, uzależni, ubezwłasnowolni, uwolni od rutyny. Zapraszam do wędrówki!

Odpowiedzi

Medytacja, filozofia wschodu, dobrze kombinuje?

Drogę wytycza się idąc. W tym wędrowaniu, sprawdzaniu siebie, poszukiwaniu sensu i pełni człowieczeństwa życzę powodzenia i spełnienia. :)

Bardzo dobrze, medytacja = motywacja, pozwala dojść dalej. Poza tym czytanie szczegółu, a tego nie potrafię zbyt dobrze, dlatego pisanie ma zachować nieuchwytne.

Miszczu zen;) Opinię znasz:P Karole nigdy się nie zmieniają:]

Wytrwałość to coś, co cenię z podobnym zachwytem osoby tej cechy pozbawionej, jak umiejętność śpiewania. Wytrwałość, wiara we własne możliwości i robienie z tego czegoś dobrego. Epifania, dla mnie to zawsze było bardzo mocne słowo. W tym kontekście - na miejscu. Jak mawiają ludzie nieco młodsi: szacun. ;)

Fiu Fiu,
Więc kolejna witryna na którą muszę od czasu do czasu wstąpić… skąd brać czas ;-)

Mag,
jak Ci dziękować?:)

Bjarniak,
przesuwamy granice, a opinie zostawiamy za sobą:P

Julia,
cenię sobie takie wsparcie i życzę moc olśnień codziennie, kolekcjonujmy to, co cenne:) szacun odwzajemniony!

radecki.m,
byle nie kosztem treningu;) dzięki za odwiedziny!

Po prostu Być. :)

Hej Bro!
Pamiętaj, że śledzę stronkę. Pisz tam czasem. Jak coś wymyślę to będę pisał. Narx

Jeszcze żadnej granicy nie udało nam się przesunąć:)

A jak mam zostawić za sobą opinię, że aby o czymś pisać, trzeba to umieć/tego dokonać?;)

Bjarniaki też się nie zmieniają:P

Pisanie to nie umiejętność, to sztuka, wizyjność słowa, bałwochwalstwo odczuć, herezja rytmu, a nie twarda, logiczna spoistość pióra.
Warto jest to docenić. : )

Ja mam bardziej praktyczne podejście do życia;) Dodatkowo mocno przyziemne i wyprane z artyzmu:D Jeśli czegoś bardzo dobrze nie znam - nie piszę o tym, bo byłoby to wodolejstwo:) Nie lubię wielkich słów, dorabiania filozofii i gadania, byle gadać;]

Z drugiej jednak strony Karalajna nie pisze z pozycji zawodowca, tylko o swoich wewnętrznych przeżyciach. Może więc jest to spora nadinterpretacja:)

W ogóle to dzięki autorowi bloga dowiedziałem się, jakim jestem prostakiem:D On podczas marszu ma jakieś przemyślenia, a ja - po kilkunastu godzinach łażenia i szukania PK, mam w głowie same niecenzuralne słowa i powracające niczym bumerang pytanie “co ja tutaj robię?”;)

Karolu - w tym roku znamy się oficjalnie 8 lat, a nieoficjalnie 9 albo 10, bo jeszcze w piłkę razem grywaliśmy:)

Walcz o Krym i Skandynawię:-)

Mówisz o czymś, co dopiero się rodzi i powstaje. To nieznośne, nieładne, niepraktyczne i niespecjalnie mądre oceniać kształt i wymiar czegoś, co dopiero ma się rozwinąć, dojść, dojrzeć.
Trochę więcej cierpliwości i wiary. Przyda się na co dzień. ;)

Dyskusja zaczyna się robić ciekawsza niż post, dlatego jako zazdrosny autor i szef karczmy - zamykamy! :)

[...] rehabilitacja dla ścięgna, kolejny powód by cieszyć się drobnostkami i wrócić do mojego pierwszego posta, wciaż się tego uczę. I tylko tyle przy kontuzji [...]

Leave a response

Your response:

Kategorie