Zainspirowany postem blogowej znajomej postanowiłem przeprowadzić publiczny rachunek sumienia. Otaczają nas gadżety, promocje, niepowtarzalne okazje, akcje, przeceny i wyścig zbrojeń. To, że ciału trzeba pomóc dobierając doskonale to, co na nim i przy nim, już pisałem. Nie pisałem za to jakim kosztem, ilością wyrzeczeń i trudem finansowym.

Ból jest tym większy, że co sezon otrzymuję podwójną dawkę nowości i przełomowych rozwiązań, z jednej strony czytam, że te buty mają niespotykany system amortyzujący, z drugiej, że ten plecak - jak żaden przed nim - trzyma się napieracza. Biegam i chodzę na orientację, dwa mankamenty sprzętowe, oba nękają portfel.

Czym charakteryzuje się gadżeciarz? Wie, że trzeba cenić swoje pasje, że wymagają poświęceń i oddania się im bez reszty, że warto brać, żeby później mieć. Takiemu nie szkoda, nie żal, jest zdeterminowany, robi dobrze i tej wiary nic nie nadwątli. I moim zdaniem, kurcze… to postawa poprawna. Sprzętu dużo - talentu mało nie sprawdza się w świecie specjalistów. Trzeba inwestować by robić postęp. Zapowiedzi, że za trzy lata przekroczona zostanie granica 2h w maratonie, nie jest bez pokrycia, sprzęt osiąga doskonałość, zawodnik skupia się tylko na zadaniu, ufa temu co ma i jest to nagradzane. Dlaczego tak często media informują, że ten “tam i tamten inny” ruszają a to w Himalaje, a to na biegun, a to płyną dookoła, a to lecą dookoła i tak dookoła wciąż. Pozwala na to przygotowanie, otoczka, która nie idzie, ale pozwala iść komfortowo. Dawniej jedna osoba robiła jedno dobrze, teraz mamy czasy wielozadaniowców, wszechstronnych nadludzi.

Chciałbym, żeby mnie to nie dotyczyło, filozofia “no logo” jest przeze mnie mile widziana, jak mam szansę uniknąć drożyzny związanej z metką, to korzystam w kilometrach z takich okazji. Oryginalny Buff? Phi! Coolmax ze sklepu? A od czego jest tania odzież. I tak próbuje, walczę i… przegrywam. Nie da się. Jednak konformizm rozdaje karty. Przykre.

Co rajd, to gadżet, na H35 testowałem nowe buty, dały radę, poszło po kosztach. Na następny przydałaby się czołówka Petzla Myo XP (200zł), nie pogardziłbym Deuterem Speed Lite 15 (+180zł=380), no i nowymi kijami Exela (+200zł=580). Wtedy byłbym już ultralekki i przygotowany idealnie, ale to koszty spore, nie wliczałem przecież izotoników, opłaty startowej, czy drobnych zakupów (jak krem, chusteczki, baterie, żarło, cukierki). Powiedzmy, że wszystko zamknie się w 700zł, ale hola! to zaledwie jedna z pasji. A co z bieganiem? Przydałyby się buty startowe NB (+250=950), okulary (+100=1050), za chwilę kolejne buty treningowe (+250=1300), opaska na głowę (+50=1350), obciążniki na nogi do rozciągania (+50=1400), no i ten cudowny monitor treningowy Garmin Forerunner 305 (+1300=2700), a to pewnie nie wszystko, bo w takich spisach przyjemnie sie coś pomija. Ten krzyk marzeń paraliżuje. Na zdrowy rozsądek takie inwestowanie nie jest ani zdrowe, ani rozsądne. Nike promuje swoje nowe produkty hasłem “niektóre uzależnienia czynią cię mocniejszym”, zgoda, ale są to wciąż uzależnienia, wciąż problem, wciąż niemoc psychiczna. 2700zł to ledwie początek wydłużającej się listy, opublikuję post i na coś trafię, coś mnie zachwyci, czemuś nie będę mógł powiedzieć “nie”. Pesymistyczna perspektywa przyznam.

Właśnie dlatego tak chętnie i z podziwem czytałem rady podróżnika i fotografa Światosława Wojtkowiaka w nowym Travelerze NG, jeździ w przeróżne miejsca, można go nazwać śmiało specem, a… no właśnie: służy mu 10letni plecak, na zdjęciu obszarpany równo, czapki z daszkiem z marketu, najzwyklejsze trampki, nie wozi ze sobą ręczników, zapasowej bielizny (piorą mu kobiety miejscowe według uznania), hmm. Tak bym jednak nie mógł, a tak bym chciał jednak. Mam wrażenie, że albo człowiek sam sobie tak utrudnia życie, albo to odgórny przykaz.

Do dzisiaj moda była dla mnie czymś śmiesznym, widząc żółte marynarki kobiet na mieście uśmiechałem się szeroko, modne i dlatego popularne myślałem, jakie to naiwne. Teraz widzę, że sam siedzę w tym bagienku za głęboko, żeby uśmiechać się jakkolwiek, czy to z politowania, ze śmiechu, czy z żalu. Tylko problem polega na tym, że ten kubraczek kaczuszki się tym paniom podobał i przy zakupie, i w użyciu, a ja zbyt często się na swoim (rewelacyjnym) sprzęcie zawodzę. Kolejna kwestia, trzymajmy się tej żółtej marynarki, jaka jest możliwość jej zużycia? Znikoma, po sezonie ląduje w szafie prawie nieużywana, choć zdatna do noszenia, nie posiada prawie żadnych śladów zniszczenia. W porównaniu moje stare buty trekkingowe zwiedziły ze mną tylko dwa Harpagany, dwie wycieczki po Tatrach i może kilka przetarć w lesie i już mają dziury, i już należy je wymienić. Wniosek: Taki Ja przegrywa z gwiazdką miejskich chodników, żółta marynarka radzi sobie lepiej niż sprzęt osoby żyjącej aktywnie. Można tak to czytać. Jednak! Ile ja mam wspomnień, a ile owa gwiazdka, tego się przeliczyć już nie da. To właśnie jest najcenniejsze i dlatego warto być beztroskim kupcem od czasu do czasu.

Tags: , , , , , ,

Posted by: marszoblog | maj 10, 2008

Tutaj się (prawdopodobnie) spotkamy

Maj

Miesiąc wyjścia z kontuzji, miesiąc nowego planu treningowego (60km/tydzień), miesiąc dwóch egzaminów. Spóźniony okres na budowanie siły, potne wybiegi, tak w skrócie. Mam zamiar 14ego pobiec w biegu towarzyszącym imprezie nazwanej hucznie przez UAM “Dzień Sportu 2008″, nie wiem jaki dystans, ale chyba przed sesją nikt studentów mordować nie będzie. Chwilę po tym, czyli 17ego na poznańskiej Malcie odbędzie się bieg z cyklu: “Polska Biega”, co promuję Wybiórcza, 5km i zapoznanie się ze środowiskiem miasta, tego bardziej amatorskiego, ale zapał ten sam.

Czerwiec

W sumie wyszło, że więcej będzie w czerwcu zawodów, niż długich serii treningowych. Po przepracowanym maju brzmi to zachęcająco, będzie pewnie jak zawsze, czyli wybór połowy propozycji.

1 VI - Murowana Goślina - półmaraton *

7 VI - Wyrzysk - 10km **

16 VI - BnO Cytadela (HKS Hades) **

20 VI - Grassor (nadal nici na stornie zawodów) - 100km * (tydzień po - mam ostatni egz na studiach, co ważniejsze?)

Lipiec

Poza pracą skupiam się tylko na WSS, po pierwsze są to zawody prawie za moim oknem, po drugie wierzę, że organizacja będzie bardzo fachowa, już pisałem wcześniej o WSS, także ręka na pulsie, bukłak na wodę.

18-20 VII - Wielkopolska Szybka Setka - 100km ***/ 20 VII - Półmaraton w Okonku *

Sierpień

Martwy miesiąc, grzeje, pada i zawodów brak. To rozsądne, ale trzeba gdzieś swój głód zaspokoić, wypadło na Szczecin, mam tam sporą rodzinę, może schłodzenie po wysiłku wspólne.

31 VIII - Półmaraton w Szczecinie **

Wrzesień

Nie ukrywam, że Piła jest priorytetem, ale to ten miesiąc zadecyduje na czym bardziej mi zależy, na zawodach biegowych, czy na orientację?

5-7 IX - Sielpia - 5okm *

7 IX - Półmaraton w Pile ***

26-28 IX - Jesienne Trudy - 50km *

Październik

Wiadomo…

4/5 X - BnO Hades (HKS Hades) **

17-19 X - Harpagan 36 - 100km ***

Listopad

Odpoczynek, szlify i powolne zamykanie sezonu, kto wie może jeszcze jakieś ciekawe zawody się znajdą, w tym momencie cisza i spokój.

9 XI - Półmaraton w Kościanie **

Grudzień

Mocnym krokiem przez (prognozuję) ciepły grudzień. Na orientację, na kompas, na zdrowie.

6-7 XII - Darżlub - 15-30km **

19 XII – Nocna Masakra – 100km **

28 XII - 25 Bieg Sylwestrowy im.Ryszarda Burgiela - 10km *

Tags:

Posted by: marszoblog | maj 7, 2008

Klęska urodzaju

Krótka historia dotyczy jednego spośród niewielu majowych weekendów, bliżej chodzi o ten trzeci z kolei, takie niby nic, leniwy odpoczynek dla wielu, doczytywanie tygodników typu Polityka, wymyślne obiady, dwudaniowe na dodatek, gdzie sadzi się nowe pelargonie do donic na balkonie, myje mopem klatki schodowe i trzepie dywany. Kiedy siada się nad jeziorem, czasami moczy się kija w wodzie, czasami ujeżdża kopytne, czasami psy wyprowadzą właścicieli na spacer. Gra także liga, stadion huczy, race dymią, a szaliki noszą dumę. Gdzieś na jakimś kocu - jacyś młodzi ludzie opalają się toples, wśród swoich łatwiej. Jeszcze inni nerwowo znoszą spotkania rodzinne, spoceni targają zakupy na cały tydzień, szukają pociech na podwórkowych piaskownicach. Leniwie, klasycznie i spokojnie.

Jest to również data szczególna w kalendarzu rajdowym, bowiem w terminie od 16 do 18 maja odbywa się zawodów urodzaj, zatem także jakieś wykopki zawodów, w kolejności wagowej i liczbie uczestników mamy do czynienia z maratonem w Łodzi, Kieratem, Biegiem Rzeźnika, Setką z Hakiem i Wesołą Setką. Wielu z uczestników musiało wybierać, łamało dylematy, zbijało wątpliwości - trzeba wybrać te jedne. Przypadek Łodzi odpada, takie biegi mają swoich zapaleńców, swoich stałych bywalców, swoich prawiczków, a przygotowania do maratonu to nie piwo z chipsami, trwają długo, nużą falowością, ale dają efekty, zatem kto na Łódź temu biegówki, temat zamknięty.

Inaczej rzecz się przedstawia z resztą zawodów, jeden termin - jeden problem, które wybrać?

Kierat -  wchodzi w skład PMnO (Puchar Polski w Pieszych Maratonach na Orientację), organizuje go Andrzej Sochoń, setkowa legenda, trasa obejmuje Gorce, 3000m przewyższeń, na orientację, limit 30h.

V Bieg Rzeźnika - Bieszczady, około 75km, przewyższeń podobnie, trasa wyznaczona, zespoły dwuosobowe, dosłownie rzeźnia dla mięśni, punkty regeneracyjne.

Setka z Hakiem - trasa liniowa, organizują hercerze, 24h na przejście 100km, opis przejścia, od Nysy do Opola.

Wesoła Stówa - 100km, sztafeta na góra cztery osoby, pętla po 5km do zmiany, teren leśny, okolice Warszawy.

Za i przeciw, z rywalizacji odpada Wesoła Stówa, po pierwsze skierowana jest do zespołu, po drugie gonitwa za czasem, odcinki 5km (w wersji minimalnej) po pięć takich na osobę, miłe, ale w porównaniu z konkurentami odpada i nawet bez szczegółowej analizy można się z tym zgodzić. Często na pytanie “dlaczego?” odpowiadamy po prostu: “bo tak”, ta sytuacja jest w sam raz na taki unik.

Drugi odpada Rzeźnik, bieg przeznaczony jest dla mocnych łydek, wybieganych płuc i żelaznej pompy, tutaj liczy się przebyty kilometraż, doświadczenie natury ultra. Kategorie 19-23 raczej nie będą reprezentowane przez licznych chętnych, to zapalone jednostki chętne by dostać dobre lanie, takie balansowanie na granicy rozumu, a totalnej głupoty, gdzie głowa, gdzie nogi. Rezygnacja z Rzeźnika jest dla wstępniaków rozsądna, nie dla psa kiełbasa, nie dla średniaka rzeźnik, także nie zagrzeję miejsca w pociągu, nie zasilę bieszczadzkich zwłok.

No i zaczyna się finał. Bitwa wieczoru. Gong i marsz, start i próba charakteru. Kierat jako maraton górski (umowne określenie) to nie tylko 100km, ale także przewyższenia, dystans zwiększa się do 130km, a przecież całość jest na orientacje, wybierając wariant idealny można mówić o 130km, ale taki przecież nie istnieje, zawsze nie to wejście, nie ten szus i kroki w plecy, wg mojego optymistycznego założenia, przeciętny piechur, bywalec Harpagana - powinien zrobić (zanim przybije do mety) około 150km. Ma na to 30h, powodzenia śmiałkowie, doceniam wyzwanie, szansę na punkty w PnMO, z chęcią bym spróbował, ale podobnie jak w zeszłym roku powiem “nie tym razem”. Zostaje Setka z Hakiem, niby trasa liniowa, to taka z nicią Ariadny, nic się nie złego stać nie może, bezpieczeństwo i wygoda, odpada nawigowanie, opis siedzi, można zapomnieć o mapie, a iść za wskazówkami przejścia - nic bardziej mylnego. Jeśli frustruje błąd na Harpaganie, to o ile bardziej  - tam - gdzie (z pozoru) mylić się nie sposób. Łatwo powiedzieć, że co to za zabawa, tylko iść, ale dla odmiany może warto czasami tylko iść. Czytanie mapy jest wygodne, można przystanąć, zastanowienie, wraca oddech, wraca wariant. A tutaj goni grupa, goni czas, skraca się dystans, nie mniej niż w MnO. I tutaj będzie ból, pot, odciski, spięcie, krew, ywruk, zmiana skarpet, chęć rywalizacji, zastanowienie nad przestrzenią, nad tym co zostało, kiedy śpiwór, kiedy sen, kiedy coś ciepłego, kiedy koniec, kiedy sukces, kiedy zadanie wykonane. Jeśli nie można zrobić czegoś przy kilku podejściach, to może warto sobie pomóc, może warto spróbować czegoś (z pozoru) łatwiejszego, zobaczyć czy dystans to tylko magiczna liczba, czy może wykonalny plan. Co różni Setkę z Hakiem od MnO? Na pewno podejście uczestników, nawigatorzy powiedzą, że to gówno tylko iść jak za rękę, że to proste jak konstrukcja cepa, jednak ci, którzy cenią sobie każdy wysiłek, każdą szansę na niebanalne spędzenie czasu, każdą okazję, żeby się sprawdzić w nowych warunkach, żeby nie tracić formy i motywacji (na to z pozoru trudniejsze) - nie powinni rezygnować z takich zawodów. Nie zawsze tam gdzie nas nie ma musi być beznadziejnie, Kapuściński uczy ciekawości na drugie/drugiego - może warto słuchać rad mistrza.

Na koniec tego może przesadzonego moralizatorstwa powiem, kto wie czy nie tłumaczę się ze strachu przed Kieratem i dlatego dorabiam filozofię, kto wie, nie zaprzeczam. Ale chcę mimo wszystko postulować o docenienie małych (z pozoru) zawodów, tych wielkich dla uczestników, tych przygód niezapomnianych, kilometrów w nogach, poświęceń cennych jak każde inne, tylko tyle.

Tags: , , , ,

Posted by: marszoblog | maj 5, 2008

Majowe frycowe

To mój pechowy miesiąc. Zawsze tak było. W zeszłym roku kolano cierpiało po meczu towarzyskim na uczelni, tzw. studenci vs. profesorowie, a w tym roku stopa po mocnym stłuczeniu dochodzi do siebie zbyt wolno. A już jestem po przyrzeczeniu, że nigdy więcej sportów zespołowych, miało nie być inwazyjnych spotkań goleń do goleni, słupek, wrzutka, kiks. Koło nosa przeleci kilka mniejszych i większych imprez, miało być Jastrowie (10km), Setka z Hakiem (100km) i poznańskie BnO. Co w zamian?

Długie wymarsze szybkim krokiem nie zaszkodzą, wobec tego odkurzyłem kije do Nordic i w trasę, już jutro Puszcza Zielonka (30km), co opiszę i udokumentuję zdjęciami. Puszcza to raj dla rowerowców, spore tam dystanse, na bieganie długie, nie mówiąc o marszu, także wyzwanie czuć. Później planuję spacer po Poznaniu, będzie to pętla, której punktami węzłowymi będą forty, jeśli plan się powiedzie to z pewnością opis na marszoblogu umieszczę, planowo 45km.

Ostatnio targany jestem wątpliwościami, jaki trening byłby lepszy, ten nakierowany na bieganie rasowe, czy może ten na maratony piesze. Szukam możliwości połączenia obu typów, złotego środka, żeby nie kompromitować się na żadnych zawodach. Kiedy osiągam 50min w biegu na 10km - to szczerze czuję zawód. W bieganiu chyba coś takiego jest, że to przyczajona forma ukryty rekord, a jak już wystrzeli - to i ścięgno strzeli i po zabawie w remizie. To tyle majowych zwątpień, oby się jednak szurało butem po rewirach, oby dystans się zwiększał, brzmi to trochę jak u fałszywego proroka, ale chciałbym wierzyć, że chociaż jest w tym garść prawdy.

Tags: , ,

Posted by: marszoblog | maj 3, 2008

Tapety biegowe

W ostatnich dniach szukałem tapet na pulpit związanych z bieganiem, jest to jeden z czynników mobilizacyjnych, kiedy samopoczucie parszywe, kiedy pogoda kwaśna, kiedy wszystko idzie w łeb - wtedy warto mieć smaczek na oku, który pomoże zasznurować biegówki.

Wbrew pozorom sieć nie jest przepełniona takimi urozmaiceniami, można czesać witryny i prawie nic, no właśnie, bo kiedy wszystkie strony zawodzą - to duże koncerny dają radę, dzięki nim mamy nieliczne z cennych tapet, które zaprezentuję poniżej.

W linku zawarta jest cała galeria, moim zdaniem najlepsza i najbardziej zjawiskowa. Motywuje jak jasna bieżnia. Polecam!

http://www.nike.com/europerunning/?ref=http://www.nikerunning.com&l=en_GB#extras%7Cwallpaper

Druga galeria skupiona jest na kadrach miejskich, ale również należy do kopalni diamentów motywacyjnych.

http://adifans.net/2006/wallpaper/Running/page_01.htm

W trzeciej galerii znajduje się tylko jedna fotka, ale z jakim przekazem, z jaką siłą argumentów!

http://www.ashanet.org/atlanta/marathon/resources/misc/team_asha_wallpaper1.jpg

Czwarta galeria związana jest z jednym z najlepszych dwumiesięczników na rynku biegowym, jak dobrze, że ludzie piszą takie rzeczy, jak dobrze, że potrzebują do tego również zdjęć!

http://www.runnersworld.com/article/0,7120,s6-243—12572-0,00.html?cm_re=HP-_-Features_Module-_-Category:%20Rave%20Runs

Przyjemnego motywowania!

Tags: , , , ,

Posted by: marszoblog | maj 2, 2008

Poznańska (Wielkopolska) Szybka Setka

Rodzi się nowy pomysł, nad którym będę trzymał samozwańczy patronat. Okres wakacyjny w pieszych maratonach na orientację (setkach) nie rozpieszcza, w zeszłym roku przeglądając kalendarz na napieraju zastanawiałem się dlaczego utworzyła się taka luka. Teraz mamy powody do zadowolenia, forma nie będzie tkwiła w zawieszeniu, ma możliwość weryfikacji.

Wielkopolska Szybka Setka odbędzie się w terminie 18-20 lipca 2008 r. w Skokach pod Poznaniem.

Organizacja ma przypominać Harpagana, także rewolucyjnych zmian nie będzie, punkty pod opieką harcerzy, czyli solidnie, relacja live w Internecie, prawdopodobnie 16PK do podbicia, start o 22.00.

Za jakąś chwilę ruszy strona zawodów, także będę edytował wpis i dodawał kolejne szczegóły.

No i najważniejsze, dystans: 100 km / 24 h na trasie pieszej, przewidziana też rowerowa: 150 km / 15 h.

A tereny ładne, atrakcyjne, o czym przekonali się uczestnicy tegorocznych Wertepów.

Polecam!

Tags: , , , , , ,

Posted by: marszoblog | kwiecień 29, 2008

Wojciech Bogusław Różycki

Podejmowanie ekstremalnych wyzwań to zawód dla pasjonatów. Nie dla znudzonych półamatorów z wzorową kolekcją map, nie dla społeczników z zacięciem. Trzeba mieć, no właśnie co? Tematykę śledzę, czytam, porównuje, ale zawsze potrafi coś/ktoś zaskoczyć. Pojawia się nowy pomysł, wykonanie i galeria sław czeka.

Osobą, którą ostatnio odkryłem (dzięki Aniu) to Wojciech Bogusław Różycki, z zawodu filolog (ukryte zdolności w filologach), który opiekował się tzw. trudną młodzieżą, zarażał ich zamiłowaniem do wysiłku i pracy (z początku fizycznej) nad sobą. Kiedy przeszedł na emeryturę, jego życie dopiero przyspieszyło.

“Wędrowiec w okresie od 7 marca 2007 r. do 15 września 2007 r. idąc samotnie pieszo granicami dookoła Polski, po 191 dniach 8 godzinach 35 sekundach, przeszedł 3998.3 km” - tak brzmi w pełnej krasie frontreklama na stronie internetowej ekstremisty. Daje mu to około 21 km dziennie, z regularnością niesamowitą, bo równo przez siedem miesięcy.

Taka wyprawa wymaga przygotowań, dogrania tych małych rzeczy, podatkowych, sponsoringu, no i formy przede wszystkim. Choć zdaję sobie sprawę, że tak doskonale opisana trasa przejścia przyciągnie nowych śmiałków, którzy będę chcieli podjąć podobne wyzwanie, to już nikt nie zrobi tego ponownie po raz pierwszy.

Wędrowiec nie skupiał się tylko na dystansie i sportowych ambicjach. Ważne było urozmaicenie wyprawy, a to zdjęciami, a to kulturowymi punktami na drodze, to nie Stasiuk, który najchętniej by tylko jechał, to osoba czuła na otoczenie i jego historyczne konotacje. Osoba niebanalna, zasługująca, żebyśmy posłuchali jego opowieści, zatem nie kradnę tematu, a odsyłam do strony poświęconej piechurowi:

Wojciech Bogusław Różycki

Tags: , , ,

Older Posts »

Categories